Ja LIFESTYLE MYŚLI MAMY PARENTING

Poród – after party

4 lipca 2016

Ciąża to taki fajny stan kiedy nie trzeba wciągać brzucha zakładając obcisłą koszulkę. To też moment kiedy możesz lody przegryzać frytkami nie martwiąc się o to czy to zostanie w żołądku czy też z niego natychmiast wyleci. Ciążowy brzuch jest fajny. Jest okrąglutki, niewielki, wygląda tak zgrabnie.poród afterparty milkii.pl

Tak. Bo przecież cała ciąża to bajka. Prawda oczywiście niejednokrotnie daje nam w  tym momencie w twarz.

Rodzisz dziecko. Poród daje kres spuchniętym nogom, obolałemu kręgosłupowi i ogromnemu inkubatorowi, który przez ostatnie tygodnie zapewniał nam odpowiedni docisk do podłoża. Masz piękne różowe i pachnące pyłkiem jednorożca dziecko, którego spokojne postękiwanie wypełnia cichy dom, w którym Ty w pięknych i czystych ciuchach pieczesz ciasto. Figura jest taka jak przed zajściem w ciążę a wszystkie obowiązki sumiennie zrealizowane.

Jasne. W rzeczywistości wygląda to tak – dziecko wcale nie jest takie czyściutkie i piękne, jest opuchnięte – bo wiele przeszło. Opuchnięta jest też matka od parcia, lub pokiereszowana po cesarce. Po powrocie do domu zazwyczaj ciężko się nam ogarnąć bo rzeczywistość z noworodkiem nie zawsze lśni czystością i spokojem. Życie toczy się między mlekiem a kupą i kąpielą. Ewentualnie karmieniem i odciąganiem pokarmu. Pierwsza myśl po zrzuceniu szpitalnej piżamy to… nie mam brzucha! Yeeeahhh! Jestem szczup… co jest kuwa… ?!

W lustrze zauważasz galaretkę, która jeszcze przed chwilą wyglądała jak dojrzały arbuz z tańczącymi pestkami. Nie każdy tak wygląda, są dziewczyny które wyglądają jakby w życiu nie były w ciąży. Ja jednak do nich nie należałam i nie należę. 5 lat temu po urodzeniu zośki od razu udałam się do sklepu medycznego bo majty uciskowe i pas poporodowy. Władowałam się w jedno i drugie i byłam dumna jak paw… do pierwszych upałów. Byłam wyściskana jak szynka na święta. A co się nie zmieściło to wypłynęło. Trochę się powkurzałam, trochę poklnęłam pod nosem i…. zapomniałam o tym. Czas mijał a ja po prostu stawałam się sobą. Wracałam do swoich wymiarów i ciuchów, które zostały odesłane w wielu paczkach na strych u teściowej. Przeżyłam. Pogodziłam się z tym, że jestem i byłam zbyt leniwa by przedsięwziąć pewne kroki i zadbać o siebie i swoją kondycję. Miałam totalnie wyrąbane na ćwiczenia, treningi czy jakikolwiek wysiłek. Biegałam! Tak ! z wózkiem do sklepu i z powrotem, biegałam na dworzec by zdążyć wsiąść w busa i ćwiczyłam.. chyba brzuszki! Podnosząc się kilkanaście razy w nocy w łóżku i sprawdzając czy Zośka oddycha czy nie, czy nie udusiła się od pieluchy naciągniętej na głowę lub czy nie ma czasem ochoty na ewakuację z łóżeczka przez szpary pomiędzy szczebelkami.

Wkurzające i mega irytujące jest to o czym niewiele osób mówi. Skóra, która przez ostatnie miesiące naciągała się stopniowo by pomieścić lokatora musiała gdzieś się teraz ulokować. Ciążowe ciuchy mimo,że większe wcale nie wyglądają już tak dobrze bo brzuch jest wiotki, a to co go wypychało ma teraz już swoje opakowanie i wygląda jak milion dolarów w złotku.

Nie narzekam! Teraz już nie. Przyzwyczaiłam się do swojego wyglądu i… lubię siebie. Pierwszy raz w życiu. Lubię siebie i akceptuje się. Nigdy nie sądziłam, że to powiem. Nawet ważąc 50 parę kilo nie miałam o sobie tak fajnego zdania jak teraz ważąc 70. Olewam fałdzie przed sobą, olewam to że nie jestem doskonała. Nie mogę być doskonała. Doskonałość jest nudna. Jeśli wszyscy bylibyśmy chudzinami, z piękną talią to kto robiłby nam to ‘dobre tło”? nie namawiam oczywiście do zaniedbania siebie i swojego wyglądu, nie o to mi chodzi.  Zaakceptowanie siebie to ciężka sprawa, tym bardziej jeśli nie masz zbyt wysokiego poczucia własnej wartości. Zdążyłam się przyzwyczaić, że dla siebie samej zawsze byłam gorsza, mniej fajna, mniej ładna i mniej śmieszna czy inteligentna. W pewnym momencie po kolejnej załamce i milionowym przemyśleniu „dlaczego”??????? stwierdziłam – dość. Nosz ile można dawać sobie samemu tak w dupę? Poza tym po co? Uczymy się dla siebie, dążymy do osiągnięcia wyznaczonych przez siebie celów i mamy jeszcze ciągle zastanawiać się czy to się komuś spodoba? Czy docenią mnie w końcu? Czy matka będzie dumna czy zawiedziona? Nie. To ja mam być z siebie dumna a jedyne co powinno być wyznacznikiem całego procesu to bycie sobą. Nie zmienianie się na siłę dla kogoś, czasem to powoduje duże stłamszenie swojego ‘ja’ co może skutkować narastającą frustracją bo nie możemy spełnić cudzych oczekiwań wobec nas. Czy to ma sens? Nie rób niczego wbrew sobie. Bądź sobą taką jaka jesteś bo jesteś piękna. Niezależnie od tego czy uda Ci się zrzucić 5,10 czy 30 kilo. Bez względu na to czy lubią Cię taką jaką jesteś czy nie.

Dla swojego dziecka zawsze będziesz najwspanialszą mamą. A cytując Zosię :” teraz lepiej się Ciebie przytula.” No tak. Dziecko to dziecko, ale mąż? Partner? Narzeczony? Jest z Tobą dla figury czy z miłości? Wiadomo – nie możemy olać samej siebie i non stop użalać się nad tym, że oponka wylewa się z ciuchów a dresy wzbogacać ciągle o nowe obiadowe plamy. Dbaj o Siebie, ale też kochaj siebie taką jaka jesteś. A ja trzymam za Ciebie kciuki!poród afterparty milkii.pl poród afterparty milkii.pl

 

You Might Also Like

  • pierwsze zdjęcie bardzo mi się podoba, to twoje? 🙂 Po tym tekście tylko się utwierdziłam w przekonaniu, że mamy bardzo podobny światopogląd i cieszę się, że przypadkowo nasze drogi się zeszły. Nie chcę nic mówić Magda, ale ciąża ci służy.. 🙂 Może czas na trzecią pociechę ?:P

    • Tak moje, i robione w pojedynkę. Mimo, że nie jest idealne to bardzo je lubię.Bardzo bym chciała, ale w mojej sytuacji byłby to strzał w kolano. Nie wcześniej niż za 3 lata 😀