LIFESTYLE MYŚLI MAMY PARENTING

Zosia

2 sierpnia 2015

-„Coś tutaj jest, ale czy na pewno i czy zostanie powiem Pani za 2 tygodnie”.

Był 1 grudnia 2010 roku. Jak złodziej zakradałam się do gabinetu, byle nikt mnie nie zobaczył. By tylko nikt się nie dowiedział, że chyba tam jesteś. Nie dlatego, że się wstydziłam. Nie dlatego, że byliśmy zaskoczeni. Dlatego, że bałam się okropnie, że będziesz za słaba by z nami zostać. Miałaś być świąteczną niespodzianką:)

To były najdłuższe 2 tygodnie w moim życiu. (Tak wtedy myślałam, jednak po 2,5 roku tych najdłuższych dni było więcej.) Skreślałam dni, skreślałam połówki kwadracików w kalendarzu, kiedy mijała 12:00. Praca dłużyła się niemiłosiernie. I tylko te małe ubranka, mikroskopijnych rozmiarów, które wyciągałam z kolejnej partii  towaru pozwalały mi się rozpłynąć w marzeniach o pomyślnym przebiegu kolejnej wizyty.

Obudziłam się o 3:50. Był 15 grudnia. Śniła mi się… babcia!(Może to przypadek, ale za kilka lat znowu mi się przyśni  –  choć o tym jeszcze nie wiem)
Nie zasnęłam już. Cały dzień jak na szpilkach wyczekiwałam wizyty.
Wreszcie nadeszła moja kolej…
-„Proszę!”
-„Ja też proszę…” – Tak pomyślałam zamykając za sobą drzwi. On stał za drzwiami z jeszcze wyższym ciśnieniem jak moje. Nie wszedł. Ale słyszał. Wszyscy słyszeli. Ciebie.
To jak wyłam w poduszkę po powrocie do domu pamiętam do dzisiejszego dnia. Ze szczęścia. Rozwiano moją niepewność. Pozbyłam się nerwów. Yyyy… nie, chwila.. jedne odeszły, ale kolejne nadeszły –  czy będzie zdrowe? Czy nie poronię? Czy… i tutaj poleciała już lawina, którą zna każda matka.
Później były nudy. Dom, jedzenie, spanie, jedzenie i znowu spanie, wieczna zgaga i kilogramy … krzyżówek i pierogów z mięsem. Od początku wiedziałam, że nasz brzuch to chłopiec. Nikt tego nie potwierdził do 20 tygodnia, ale po co mi były potwierdzenia – przecież ja wiem najlepiej! Choć czułam niedosyt, że tylko jedno. Że nie będzie dziewczynki. No ale trudno, kolejne dziecko może będzie dziewczynką?

Aż tu nagle pewnego pięknego dnia … dziewczynka! Macie córeczkę!

-Jaja sobie Pani robi?

-No właśnie ich tu nie ma! 😀

Tak brzuch stał się Zofią. Zośką. Zochą. Sofiją. Sofijką. Dziewczynką.

Największym darem i skarbem, który ma nieziemski charakter mamusi i tatusia, żeby nie wspomnieć tutaj o babci.

Nasza córka, urodziła się jako równowartość czterech torebek cukru. Po męce pańskiej, której oczywiście mam nie pamiętać bo nie wypada wypominać, podana mi na ręce panna Zofia  nie płakała – Bo po co? – Wszyscy płaczą? – Ale ja nie jestem wszyscy! otóż ta Panna Zofia z pełną premedytacją opróżniła swój  pęcherz na styraną matkę , a zabrana od rodzicielki zaczęła się drzeć głośniej niż matka podczas porodu. (hmmm…. To chyba nie było możliwe).

Zaczęło się nowe życie.

Jej narodziny powołały do życia nie jedną, a trzy nowe osoby – Zosię i nas dwoje jako rodziców. Nasze życie wcale nie wywróciło się do góry nogami jak wszyscy ostrzegali. Wręcz przeciwnie – unormowało się i uspokoiło. Uspokoiłam się ja. Wiecznie zbulwersowana, rozdarta i obrażona.

Tatuś, który zaczął słuchać moich rad co akurat było wskazane by nie połamał Ci rąk i smarował czym należy by nie przykleić cię na stałe do jednego ubranka. Zaczęliśmy funkcjonować według Twojego planu dnia. To pozwoliło ogarnąć nasze CHAOTYCZNE ŻYCIE.

Dzisiaj mijają 4 lata. 4 lata, które pozwoliły nam nie dorosnąć a dojrzeć. Dojrzeć fizycznie i mentalnie. 4 lata, które nauczyły nas przeróżnych rzeczy. Pozwoliły zmienić podejście do wielu spraw i pozwoliły byś zawładnęła naszymi sercami.

Życzę Ci dzisiaj by każdy Twój dzień był szczęściem, by Twoje dzieciństwo było szczęśliwe. Żeby uśmiech nie znikał z Twojej buzi. O resztę zadbamy My. Kochamy Cię z całych sił. Rośnij zdrowo Zosiu!

 

282477_239714966069203_788087_n

20150802_064157a

 

 

20150616_11163220150624_091411

 

You Might Also Like