MYŚLI MAMY

Tydzień karmienia piersią mnie nie dotyczy

30 lipca 2018

Wiesz co mam wspólnego z tygodniem karmienia piersią?
Niewiele choć karmiłam swoje dzieci prawie tyle ile trwa ta akcja. Nie jestem wyrodną matką. Nie jestem przeciwnikiem, zwolennikiem – są sprawy z którymi polemizować się nie da. Nie zaprzeczam, że jest to korzyść dla organizmu dziecka. Korzyść dla bliskości dwóch nowych ludzi – dziecka i matki. Korzyść bo to tanie.

W mojej głowie po pierwszym porodzie było czysto – karmię i wszystko jest kolorowe. Rzygamy tęczą bo mamy więź, pokarm płynie jak Niagara a moje dziecko jest świetnie odżywione i budzi się co 2-3 godziny na jedzenie po czym zasypia.

-Jak to nie je? Źle ją Pani przystawia!
-W takim razie prosze mi pokazać jak mam ją przystawić.
-tu rogal, tu dziecko, nogi sobie podeprzeć wcisnąć w buźkę…
-……..(zośka zaciska usta i chrapie dalej)
-zaraz, zaraz połaskotam po nóżce…(nic), to poruszamy podbródkiem (nic),rozbierzemy – zrobi się jej zimno i się zaraz chwyci…(nic) -widocznie nie jest głodna.
-Nie jest głodna po 6 godzinach?
-próbowałam 2 dni i nie pije, jeśli już się zassie to na 4 sekundy i odwraca głowę w drugą stronę. Nie daje jej MM a rano odciągnęłam i podałam butelką – zjadła bez problemu.
-aaa no to proszę odciągać skoro to pomaga.

Pomoc Pani od laktacji była nieoceniona. Takie same wytyczne dostałam przy Iwku, który tuż po urodzeniu złapał pierś i jadł. I następnie nie jadł przez kolejne godziny. Po którejś informacji o tym fakcie Panie położne zajęły się nami w środku nocy. Zapytały czy mogą spróbować z MM i sprawdzić czy będzie jeść bo wcześniej zapowiedziałam,że nie zgadzam się na dokarmianie. Pociągnął 2 razy i skończył posiłek. Okazało się, że w jego brzuszku zalegały wody płodowe, które nie zostały do końca odciągnięte po urodzeniu. I jadł. Karmiłam go, każdego dnia mając w głowie lęk o kolejne przystawienie.

Zośka dostawała moje mleko trzy tygodnie. Trzy tygodnie, każdego dnia odciągałam litr mleka, które mroziliśmy jak psychopaci. Nasz zamrażalnik wypełniały woreczki z mlekiem. Skóra z piersi zeszła mi cztery razy, łóżko i ciuchy były non stop mokre, zalane, lepiące. Nie spałam prawie wcale choć Zośka spała ciągle. Jadła na śpiocha. Na jedzenie nie wstawała. Kiedy w mleku pojawiła się krew a ja wylądowałam u pani ginekolog w państwowej przychodni z zapaleniem piersi i 41 st gorączki wiedziałam – mam dość. Nie mam zamiaru robić tego czego oczekuje ode mnie otoczenie. Moje dziecko stało się dla mnie katem i oprawcą bo to jej pokarm zabijał mnie każdego dnia.

Zabijał moje poczucie niezależności, zabijał moją samoocenę, estetykę i dawał ból przy każdym naciśnięciu laktatora. W końcu dostałam magiczne tabletki od mojej Pani Doktor. Wylałam morze łez. Przeżyłam nieopisany ból przy którym poród był pierdnięciem jednorożca. Czułam się odarta z człowieczeństwa. Odebrano mi moje ciało. Nie mogłam cieszyć się dzieckiem, które nareszcie było ze mną. Pokarm co godzinę rozsadzał mi piersi. Wyłam. Przeklęłam naturę, fizjologię. Płakałam i prosiłam męża by pomógł mi w jakikolwiek sposób.
Każdy trąbił, że tak należy. Tak ma być bo to naturalne. Matka ma walczyć o karmienie bo to jedyna słuszna droga.
Nie masz prawa myśleć inaczej bo to nie jest kobiece. Tak nie powinno się robić.

Napisz o tym głośno lub nie daj boże powiedz w towarzystwie – okrzykną Cię najgorszą matką tysiąclecia. I wtedy mnie to martwiło. Wtedy czułam, że spadnę na samo dno hierarchii. Usłyszę, że karmię moje dziecko paszą, trucizną, będzie grube jak tucznik.

Dzień kiedy skończył mi się pokarm uważam za nowy początek. Zaczęłam się uśmiechać, wysypiać, kochać moje dziecko. Tu tak jakby ktoś zdjął ze mnie gigantyczne wnyki. Odżyłam.

Zapytasz zatem – dlaczego zdecydowałam się na to drugi raz?

Wychodzę z założenia, że lepiej spróbować i stwierdzić, że nie byłam w stanie podołać niż stchórzyć.
Kupiłam laktator, wkładki, staniki i po 4 latach nastawiłam się, że teraz będzie inaczej. Teraz się uda. To chłopiec, wszyscy mówią, że chłopcy jedzą więcej.
Dysio był cudowny. Maleńki, pachnący. Cieszyłam się, że wszyscy patrzą na mnie i kiwają głową na znak uznania. Robiłam to co należy. Każdego dnia patrzyłam na siebie i pytałam samą siebie w myślach kiedy nadejdzie ten dzień. Kiedy przyjdzie zapalenie. Przyszło po niecałych dwóch tygodniach. 41 stopni. Ból. Ostatkiem sił zebrałam się z łóżka,pojechałam pod drzwi gabinetu i powiedziałam – nie. wiem co przeszłam poprzednio. Pani zapytała czy jestem pewna.
Byłam.

Mimo tabletek umierałam przez 2 dni. Nie wiem co działo się w tym czasie. Nie wiem kiedy spałam, kiedy jadłam nie mam pojęcia kto zajmował się mną i dziećmi. Obudziłam się po tych dwóch dniach z dziurą w pamięci. Wiedziałam tylko tyle, że wyłożyłam się po raz kolejny, ale nie żałuję. Nie straciłam teraz tego co starciłam przy Zośce. Żałuję, że poprzednio to trwało tak długo.
Wiem, że jeśli uda się nam mieć kolejne dziecko – nie podejmę próby. Kocham moje dzieci, mogę nosić je i 11 miesięcy w sobie, mogę rzygać co godzinę i leżeć 9 miesięcy, ale nie podejmę kolejnej próby karmienia.

Macierzyństwo ma być przyjemnością.
Nie przymusem.

You Might Also Like