Gorzej być nie mogło

Mój pech sięga ostatnio zenitu. Weźmy pod uwagę taki piątek. Niby zwykły dzień tygodnia, zapierdziel jak codzień. Wychodzę z pracy by dopiąć sprawy na ostatni guzik, zaliczyć fryzjera i oddać haracz wiadomo komu – nie zapłacę to mnie znajdą. Tak więc posłusznie dreptam z pismem do skarbówki, zadowolona, że będę mieć to już z głowy,