MYŚLI MAMY

Słuszne porwanie noworodka?

17 września 2017

Jestem zawziętą matką. Zawziętą na tyle by mieć w nosie zdanie pseudomatek, które podczas upału wiążą swoim dzieciom czapki pod brodą, także tych , które wyrywają sobie świeżaki w biedronce i tych które rzucają się sobie do gardeł podczas dyskusji czy ich dziecko obchodzi urodziny czy wydobyciny.

Mam w nosie opinie telewizji czy innych mediów a każdą sprawę, która znajduje się na językach całej Polski odbieram nie oczami a rozumem, którym wszechświat mnie obdarzył.

Do czego zmierzam? Do tego, że akcja rozgrywająca się na oczach tysięcy polaków nie jest NASZĄ SPRAWĄ. To sprawa rodziców. Jeśli dziecko przedwcześnie urodzone zabrano ze szpitala by je skrzywdzić – powinno się złapać rodziców i odebrać im je siłą. Jeśli dziecko miało nie zostać poddane zabiegom, które są NIEOBOWIĄZKOWE i rodzice nie wyrazili na to zgody – TO ICH SPRAWA. Zawsze istnieją dwie strony medalu.

Szczepię swoje dzieci, nie jestem nawiedzonym fanatykiem leczenia naturalnego a jedynie nie zgadzam się na podawanie bezsensownie antybiotyków przy pierwszej wizycie. Wiem też, że mam do tego prawo. Nikt z nas nie chce skrzywdzić swojego dziecka, ale nie każdy ma świadomość tego, że istnieje w świecie coś takiego jak szacunek do innych ludzi. Mogę sobię pomyśleć – ale głupota… Dżizas, co oni zrobili najlepszego?

Ale to tylko moje zdanie na ten temat, nie neguję ich decyzji – mają do niej prawo. Choć mam mieszane uczucia to uważam, że nie powinno się ścigać ich jak morderców czy gwałcicieli.

Tutaj podniesiono alarm bo to wcześniak – słysząc to pomyślałam, że są nienormalni. Jak mogli wynieść z oddziału dziecko urodzone w 30 tygodniu ciąży?! Bo z tym kojarzy mi się wcześniactwo. To dziecko urodzone zostało +/- w 37 tygodniu ciąży. Jest zdolne do życia poza brzuchem matki i myślę, że rodzice nie zrobią mu krzywdy tym, że chcą je wychować inaczej, ale… mimo wszystko mam nieco mieszane uczucia w stosunku do tego typu wychowania.

Ciągle w głowie obija mi się historia dziecka z chorobą nowotworową, leczonego modlitwą i owocami. Zastanawiam się czy to nowy trend? Czy chęć zamanifestowania swojej odmienności?
Kiedyś byli Hippisi, było New Age, subkultury, które przeszkadzały i które niosły swoje wizje otaczającego nas świata i wszechświata i mimo wszystko łatwiej jest mi pojąć ich ideologię niż myślenie dzisiejszych rodziców żyjących pro-nature, lub odrzucających medycynę i logiczne rozwiązania.

Dziecko traktuje się jak zacofaną kulturę, która nie musi chodzić w pampersach, wysadza się je na tron w pierwszych miesiącach życia a rany przemywa mlekiem matki. Nie, nie rozumiem, ale nie wtrącam się tak jak wy w szczepienia moich dzieci, leki na katar i pranie w ogólnodostępnych proszkach. Nie przemywam ran moczem, nie rozbijam jajka nad głowami moich dzieci a kąpie je codziennie.

Skoro ja jestem wyrozumiała to na taką samą reakcję oczekuję z waszej strony, tylko czy potraficie akceptować zdanie innych czy umiecie jedynie atakować i podejmować próby przechrzczenia nas?

You Might Also Like