MYŚLI MAMY PARENTING

Po co mi studia

9 czerwca 2016

milkii

„Możesz być nawet mistrzem świata.
Tylko do domu szybko wracaj.
Wracaj do domu i bądź z nami.
Nie siedź w pracy godzinami.”




Wstaję rano i zastanawiam się, czy to ma jakikolwiek sens?
Po jaką cholerę potrzebny mi jest kolejny kierunek, po jaką cholerę i w imię czego mam znowu uczyć się do egzaminów, jeździć na wykłady, słuchać w kółko o tym jak to uczelnia stara się być najlepsza. A co mnie to obchodzi? Widzę ludzi, którym czasami się „chce” a czasami mają ochotę powiedzieć – „sami sobie zróbcie wykład”. Nie do uczelni mam ‘ale’ tylko do świata, systemu. Mamy 19 lat kiedy wybieramy kierunek studiów, nie mamy pracy, nie mamy (w większości) żadnej wizji tego co chcielibyśmy w życiu robić. W okół wszyscy grzmią, że rodzi się za mało dzieci. A jak kobiety mają rodzić dzieci nie mając szans na łączenie życia zawodowego z nauką i z życiem rodzinnym? Ja wiem, że można, wiem że się „da” , ale to jest gonitwa.

Zero czasu na skupienie się nad czymś dłużej niż kilka chwil. I tu pojawia się pytanie po co to łączyć? Urodzę dziecko, które będzie miało matkę na weekend lub kilka godzin w tygodniu. Staram się szukać pozytywów – tak, realizuje się, rozwijam. Mam dom, dziecko, męża, pracę i studia. Jestem chodzącym robocopem. Chcę spełniać swoje ambicje i marzenia o wykształceniu i świetnej rodzinie. Kiedy ktoś pyta czy mnie to nie męczy odpowiadam, że nie.

Jednak w głowie dzwoni mi mały dzwoneczek, który przypomina o tym, że życie w takiej adrenalinie może mi przysporzyć więcej problemów niż korzyści. Cieszę się, naprawdę. Uwielbiam załatwianie, efekt działań. Lubię studiować i dowiadywać się o ‘nowościach’, poszerzać horyzonty i pozwalać wchodzić mojemu myśleniu na wyższe poziomy.

Jednak ten 8 rok studiów przyniósł kryzys. Nie chce mi się wstawać, wyjeżdżać tracić tych cennych dni z życia dzieci.

Kiedy Zośka była malutka… zaraz… kiedy to było? Jak to było? Patrzę na Iwka i myślę o tym ile straciłam przy Zośce. Kiedy szkoła i egzaminy były ważniejsze od jej pierwszego ząbka, kroku czy słowa. Kiedy otwieranie Klubu stwarzało problemy a ja zamiast ułożyć ją do snu musiałam siadać przy wachlarzu formularzy ‘do wypełnienia na rano’.

I po co mi to? Dla lepszego życia? Tak, może to racja. Może. Wydaje mi się, że osiągnęłam w tym momencie taki poziom myślenia, który przekierowuje moje dotychczasowe działania na inny tor. Zależy mi na przedszkolu, na dzieciach do niego uczęszczających, na kontakcie z rodzicami, ale… nie będę w stanie dobrze realizować swojej ‘powinności’ wobec nich jeśli sama nie będę żyć tak by pokazywać każdego dnia moim dzieciom, mężowi i rodzinie, że są ważni. NAJWAŻNIEJSI.

IMG_3047

To nie budynek, wiedza czy kwalifikacje dadzą mi spokój, poczucie bezpieczeństwa i szczęście. Pieniądze są narzędziem do osiągania celu. Nie dadzą nam szczęścia, którym będzie popołudniowa drzemka z rodziną. Są ważne, tak i owszem – bo trzeba mieć środki na zakup ubrań, jedzenia, utrzymanie i drobne przyjemności.

Tylko… czy mając to wszystko jestem szczęśliwa?

Czy kolejna droga zabawka lub fajne ciuchy pozwolą mi odpocząć? Nie sądzę. Kiedyś szczęściem było dla mnie to by móc zaspokoić moje błahe potrzeby i pośmiać się z koleżanką przy piwie lub zaliczyć egzamin czy załatwić pozytywnie sprawę w urzędzie.

Dziś szczęściem jest ślina Iwura ściekająca po moich plecach kiedy wchodzi na mnie podczas wspólnej zabawy. Szczęście to wypicie kawy z mężem i chwila rozmowy, której w ciągu całego tygodnia doświadczamy jedynie podczas rozmowy telefonicznej. Szczęście to uśmiech mojej córki i jej głośny śmiech, którego do tej pory nie doceniałam – bo to nic nadzwyczajnego. W sumie to racja, zwykły śmiech nie jest niczym nadzwyczajnym, ale śmiech i uśmiech, który jest tylko dla mnie, wywołany tym, że jesteśmy razem. Jej ciepłe rączki i ‘lubię kiedy jesteś ze mną…’ I jej oczy. Te same ogromne, błękitne oczy w które patrzyłam 5 lat temu, leżąc obok 3 dniowej Zosi. Patrząc w nie wtedy myślałam: ”Nigdy nie będę bogatsza.” „ Nigdy nie pozwolę by cokolwiek było ważniejsze od Ciebie”. Wyszło inaczej. Jednak nadszedł czas by zmienić wszystko. Być z nimi. A szkoła, praca… ? Muszą wylądować na drugim miejscu.
Obchodziliśmy dzień rodziny w przedszkolu. Kiedy zobaczyłam ją taką wesołą, szczęśliwą i wpatrzoną w nas stwierdziłam, że to ostatnia chwila by zmienić kierunek.
Zmieniam. Tym razem się uda.

IMG_3045

IMG_3071

IMG_3065 IMG_3066

You Might Also Like

  • Aga Baj

    <3 Rodzina to skarb <3

  • migotka91

    Uda się – nam wszystkim 🙂 wzruszyłaś mnie tym postem !

    • Uwierz mi, że sama ryczałam jak stukałam w klawisze.jednak wiem, że było mi to potrzebne 🙂

  • Skubana- jaki ładny post o życiu Ci z tego wyszedł! 🙂

    • Magda milkii.pl

      a wiesz, że nawet nie planowałam?:D