LIFESTYLE MYŚLI MAMY

Niezależna istota

23 maja 2017

Niezależność

Kiedy rodzi się dziecko nasza niezależność zostaje zgnieciona jak wczorajsze wydanie „Dziennika” i wrzucona do kosza na odpady. Nie możemy powiedzieć, że mamy swoje środki finansowe na koncie i jesteśmy niezależne. Mamy teraz istotę, która uzależniła nas od siebie. Nie ma już plotek godzinami przez telefon, nie ma wypadów o dowolnej godzinie na piwo czy kawę, nie ma też spontanicznych wyjazdów bo przecież wszystko trzeba zaplanować.

Teraz trzeba myśleć nad wyżywieniem, czy młodszy zje to co starszy, czy będzie gdzie kupić pampersy, czy będzie dobrze znosił podróż bo siostra świetnie czuła się w samochodzie.
Każdego dnia obracasz się między kupą a obiadem, w końcu wracasz do pracy i obracasz się teraz między znalezieniem opieki dla obojga, pracą, zakupami, studiami i ogarnianiem życia. Na 90% chociaż jedna z tych rzeczy nie ma prawa wypalić. Na początku frustrujesz się, denerwujesz na dzieci, męża i przede wszystkim na siebie i swoją organizację czasu bo po prostu jesteś do dupy tyle matek daje sobie radę tylko nie ty.
Pal licho, że po jakimś czasie okazuje się, że jedna z nich jest na prochach dla dzieci nadpobudliwych inna na prozaku.

Więcej luzu

dopiero przy drugim dziecku nauczyłam się tego, że nie musi jeść do 3 godziny z zegarkiem w ręce, pieluch można upychać do torebek lub kieszeni wózka lub płaszcza, jedzenie można zorganizować w kilka minut a szoping z dziećmi też jest realny. Wiadomo, że nie jest to to samo co kilka chwil samotności, ale jest. Nie siedzę uciemiężona w domu bo mam dzieci. Jeździmy, zwiedzamy, realizujemy się.

Sauny, spa i baseny

Pierwszy raz wyjechałam bez dzieci po 6 latach bycia matką. Pierwszy raz nie myślałam o pracy, zakupach i niezaliczonych egzaminach. Nie dzwoniłam do domu bo wiedziałam, że dzieci mają najlepszą opiekę jaką mogłam im zapewnić – własnego ojca. Wyparzyłam się, wygotowałam, nawąchałam w aromatycznej saunie. Spędziłam czas z dziewczynami, które też na codzień mają niezły kołowrotek. Dziewczynami, które mają takie same problemy jak moje i nareszcie okazało się, że nie potrzebuję prozaku ani amfetaminy by móc wszystko dopiąć na ostatni guzik.
Potrzebuję po prostu jednej doby z dala od codzienności. Nie co weekend. Wystarczy raz na kilka miesięcy. Ważne bym miała czas pomyśleć nad samą sobą, cieszyć się chwilą a nie myśleć ciągle na pełnych obrotach o dokumentach, pracy, szkole Zośki, mojej szkole, chorobach i tym co komu obiecałam.

Bad mom?

nie sądzę by potrzeba matki do chwili wyautowania się świadczyła o tym, że jest złą matką. Nawet jeśli nie pracujesz, nie masz dodatkowych zajęć poza pracą w domu – należy Ci się to. Należy Ci się bycie szczęśliwą, która czuje się usatysfakcjonowana z każdego dnia macierzyństwa. Należy Ci się wieczór z herbatą/ winem lub colą. Należy Ci się bo dziecko nie jest kulą u nogi a ty nie jesteś już z nim zrośnięta pępowiną.
Każdy potrzebuje chwili dla siebie nawet jeśli jest tak nawiedzony jak ja i myśli, ze z dziećmi można bezproblemowo żyć cały czas 24/h bez chwili na usadzeni tyłka w fotelu. Padanie z nimi o 21 by rano stwierdzić :”Fuck, nie przygotowałam się do pracy”.

Dzieci są bardzo ważne, ale najważniejsze jest to by ich mama miała uśmiech na twarzy zamiast zaciśniętej z wkur.. szczęki. Realizuj się i daj sobie więcej luzu! To że dzieciaki zjedzą pół godziny później lub nie dostaną obiadu rodem z masterchefa nie sprawi, że ich dzieciństwo będzie nijakie. Musisz stanąć na czubku góry lodowej i powiedzieć sobie – ja też jestem ważna. Dla nich jesteś najważniejszą osobą więc dlaczego nie możesz być ważna dla samej siebie?
także… pierś do przodu i ..

Just do it! 🙂

You Might Also Like

  • Myslę, że zawsze we wszystkim warto zachowywać równowagę i wiadomo, że mamie ten czas wytchnienia jest potrzebny 🙂

  • bardzo ładny obrazek / czyt – rodzinę / tworzycie, tak miło się na Was patrzy. A odnośnie tego co napisałaś, najwazniejsze to żeby mama zadowolona i szczęśliwa była, bo radość tryskająca z serca jest przenoszona na maluchy.