Ja MYŚLI MAMY

Nie wrócę do ginekologa na NFZ

28 lipca 2018

O porodach, lekarzach i dolegliwościach ciążowych krąży wiele historii mrożących krew w żyłach a także jajcarskich anegdot. Od dawna noszę w sobie urazę do pewnej Pani ginekolog, która nadal pracuje w ośrodku zdrowia a na którą trafiłam tuż po porodzie Zosi.

Prywatny? NFZ?

Kiedy zobaczyliśmy dwie kreski stanęliśmy oboje przed podjęciem decyzji – gdzie badania? jaki lekarz?
Pracowałam wtedy u Pań, które rodziły w odstępie kilku miesięcy. W sumie to one podsunęły mi nazwisko lekarki. Podsunęły argumenty „za” i w taki sposób trafiłam do Pani doktor.

Kiedy urodziła się Zośka moja lekarka zaczynała urlop. Po tygodniu spadło na mnie zapalenie piersi.
I tutaj muszę napisać coś czego pamiętać za bardzo nie chcę…

Moje dziecko mnie nie chce

Zosia urodziła się we wtorek. W piątek wiedziałam, że nie będzie typowym dzieckiem. Nie było żadnych szans na naturalne karmienie. Żadna próba obudzenia jej nie była skuteczna. Ona spała i koniec. Pobudzanie buzi, wsadzanie do ust, łaskotanie, rozbieranie, przegłodzenie – nic. Spała i miała w nosie porę karmienia. Straciła ponad 10% masy urodzeniowej. Ja załamana, że moje dziecko mnie nie chce stwierdziłam, że jedyną deską ratunku jest laktator leżący na dnie szpitalnej walizki. Pierwszej nocy w szpitalu odciągnęłam 10 ml. Podałam jej a ona zjadła. Drugi dzień był walką. Do dzisiaj czuję rozczarowanie i żal jaki rozdzierał moje serce.

Nie chciała zjadać z piersi więc musiałam odciągać pokarm. Wpędziłam się w błędne koło. Im więcej ściągałam tym więcej produkowałam. Trwało to prawie 2,5 tygodnia. W pewnym momencie doszłam do granicy obrzydzenia, bólu i depresji. Odciągałam mleko co godzinę. Część wylewałam bo w pokarmie była już krew.
Płakałam i umierałam w środku. Zabijało mnie to, zabijało to moją miłość do niej. Ciągle myślałam tylko o tym, że jeśli tylko przysnę to obudzę się w mokrusieńkim od mleka łóżku. Moja córka przespała każdą noc od urodzenia. Ja nie spałam miesiąc.
Kiedy przyszło drugie zapalenia – wahałam się. Trzecie zapalenie podjęło decyzję za mnie – koniec. Nie miałam już siły. Doradcy rozkładali ręce. Potem przyzwyczajenie do butelki i jeszcze dalsza droga by wrócić do naturalnego karmienia. Doszło do tak absurdalnych sytuacji kiedy płakałam biorąc laktator do ręki. Truchlałam myśląc o kolejnym odciąganiu.

Co do tego ma lekarka?

Sporo. Zapalenie piersi to najgorsze co mnie w życiu spotkało. Choć nie, najgorsze było karmienie.
Zapalenie doszło do momentu kiedy zaczynał tworzyć się ropień, z poranionych piersi leciała krew, ja miałam 40 stopni gorączki. Mroziłam liście kapusty, piłam szałwię, szukałam pomocy bo moja ginekolog była akurat na kolejnym urlopie.
Mama wyrzuciła mnie z domu do przychodni kobiecej w ośrodku zdrowia.
Tafiłam na Panią, która słabszą kobietę zabiłaby emocjonalnie.
Mnie nie zabiła. Dostałam za to w twarz jej życzliwością.
-Nie powinna być Pani matką. Żeby dziecka nie wykarmić. wstyd. Nie powinnaś być matką.
Ciąże sobie prowadziłaś prywatnie to tam wracaj.

Wyszłam od niej z zaleceniem picia pyralginy. I zaleceniem by nie zawracać dupy w piątkowe południe. Dosłownie.
Po tym wszystkim nie miałam siły płakać.
Siedziałam otępiała i myślałam, że może ma rację. Może faktycznie jestem beznadziejna a moje macierzyństwo jest do dupy.
Przecież karmienie siedzi w głowie. W mojej głowie brzmiało tylko „Nie powinnaś być matką”.

Ja miałam możliwość mieć dobrą opiekę, kompetentną lekarkę, ale ile kobiet jest zmuszonych by korzystać z usług takiej bezczelnej, wyjałowionej pseudo-ginekolog? Jak w XXI wieku można tak traktować kobiety? W czasach gdzie kładzie się niebywały nacisk na traktowanie petenta-klienta, kiedy nawet w skarbówce Panie są aniołami?! Jak można traktować kobietę w sferze najbardziej intymnej, niedostępnej dla kogokolwiek w sposób pozbawiony człowieczeństwa?
To był ostatni raz kiedy ją widziałam. Nie wrócę. Nie wrócę choćbym miała zostać bez opieki lub zadłużyć się po uszy.
Nie pójdę i nie pozwolę się dotknąć.

Dzisiaj wiem, że to ona nie powinna być lekarką.

You Might Also Like