Dzieci MYŚLI MAMY

Nie ufasz nauczycielowi?

25 lipca 2018

Dbasz o swoje dziecko najlepiej jak tylko potrafisz. Starasz się zapewnić mu maksimum bezpieczeństwa na wyjazdach, wypadach lub podczas zwykłego spaceru. Oddajesz je pod opiekę przedszkola, następnie pod opiekę szkoły. Myślisz, że kadra jest już starym wyjadaczem i zanim dziecko zdąży pomyśleć nauczycielka już grozi mu palcem, że to nie będzie bezpieczne. Nie ufasz nauczycielowi swojego dziecka? Być może masz rację.

Staramy się na każdym kroku przewidzieć zachowania dzieci – te oczywiste – wdepnięcie do największej kałuży na chodniku i te mniej oczywiste jak to, że pobiegną za psem lub motylem oddalonym od grupy 500 metrów. Musisz mieć oczy nie tylko dookoła głowy ale i na ramieniu, w tyłku, w łydce – WSZĘDZIE!
Bierzesz przecież odpowiedzialność za cudze dziecko. Zobowiązujesz się dowieźć je na miejsce wycieczki oraz odwieźć po wycieczce w takim stanie w jakim dziecko odebrałaś od rodziców.
Przecież sama chciałabym by moje dziecko tak było traktowane na wyjeździe ze swoją klasą.

Pojechałyśmy razem z przedszkolakami na wycieczkę do Parku Dinozaurów. Nie o cel tutaj chodzi a o to co zaprezentowały stare wyjadaczki. Doświadczone nauczycielki. Odpowiedzialne matki.
My z grupą maluchów musiałyśmy rejestrować ich każdy ruch. Rozumiem, że Panie które przyjechał na wycieczkę z 8 latkami dawały im więcej luzów. Rozumiem, że ich nie prowadzi się z atrakcji na atrakcję za rękę, ale…

Nieodpowiedzialne

Park to nie tylko dinozaury, ale także część ‚zabawowa’, dmuchańce, kulki, trampoliny. W moim mniemaniu i z moim podejściem do kwestii bezpieczeństwa przy każdej atrakcji powinien stać nauczyciel, który z dziećmi przyjechał. Jeśli atrakcji jest 5 a nauczycieli 2 – podzielmy grupę na 2 części i na atrakcje przechodźmy stopniowo.
8 latki to niby duże dzieci, ale zawsze tylko dzieci. Od tego mają opiekunów, nauczycieli by nadzorowali ich czas wolny.

Tym razem podam rękę każdemu kto krytykuje nauczycieli, każdego kto podważa ich zaangażowanie a jednocześnie jestem bardzo wkurzona na zachowanie tych Pań. Rozumiem zmęczenie, rozumiem zaufanie, ale…
Panie rozsiadły się przy stolikach. Jedna z nich poszła po kawę dla pozostałej czwórki, jedna z nich wpakowała zestaw głośnomówiący do ucha, jedna zrobiła sobie selfie a dwie płakały nad swoim ciężkim losem. Dzieci natomiast w liczbie około 25 – rozbiegły się po zakamarkach parku. Park ma 4 niezależne wyjścia, wchodzą do niego ciągle nowi ludzie, atrakcje wymagają kontroli bo łatwo z nich spaść lub … wylecieć. Jest obsługa, ale jadąc na wycieczkę to nie pan zapinający pasy odpowiada za dziecko ale nauczyciel, z którym to dziecko przyjechało.

I w taki sposób przez 2 h ośmiolatki biegały gdzie tylko nogi je poniosły. Obok rzeczki, obok wielkiego dmuchańca- skacząc z niego i robiąc piruety.

A Panie?

A panie spokojnie popijały kawę, ruszając się raptem dwa razy po to by cyknąć zdjęcie szarańczy. Kiedy zapytałam jednej z nich czy nie boi się zostawić ich samopas, ta odpowiedziała mi :” Póki się nie połamią to nie moja sprawa”.
Zmroziło mnie. Jeśli moje dziecko na wycieczkach będzie traktowane tak samo – nie wyobrażam sobie by pojechała na nie kiedykolwiek.
Odbieram ją ze szkoły, ze świetlicy kiedy jest ciepło wychodzą na boisko i tam bawią się w najlepsze. Niestety dwie nauczycielki urządzają dyskusję na skraju boiska a dzieci są wszędzie. Kiedy zabieram Zośkę Panie niejednokrotnie nawet nie zauważają, że dziecko zniknęło z boiska. Co jeśli któregoś razu dziecko zwyczajnie ktoś wyciągnie? Zasłoni mu usta i odejdzie w inną stronę? Co jeśli dziecko spadnie ze sprzętu gimnastycznego, podejdzie za blisko gdy ktoś będzie ćwiczył i rozbije głowę? Kto weźmie za to odpowiedzialność?

Rodzice odpowiadają za swoje dzieci, jeśli coś się wydarzy będą mogli obwiniać jedynie samych siebie. Kiedy to ja- nauczyciel swoją bezmyślnością doprowadzę do uszczerbku na zdrowiu jakiegokolwiek dziecka – winna jestem ja, nie rodzic. Do momentu odbioru dziecka ze szkoły, placu zabaw odpowiada za nie nauczyciel.

Co jeśli…

Przestaję się dziwić temu jak odbierane są nauczycielki przez rodziców, otoczenie. Przestaje mnie dziwić ilość wypadków kiedy widzę jak bezmyślnie zachować się mogą dorośli ludzie, po wielu latach pracy – panie miały około 50 lat. Ciekawe jak broniłyby się kiedy dziecko spadłoby z ogromnego dmuchańca, kiedy ktoś wpadłby do rzeczki, lub gdyby doszło do poważniejszego wypadku.

You Might Also Like