Ciąża i poród MYŚLI MAMY PARENTING

Najgłupsze pytanie jakie możesz zadać ciężarnej

8 marca 2019

Mówią, że nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. I to jest racja! Dopóki nie jesteśmy w ciąży. Najgłupsze, najbardziej debilne pytanie jakie możesz zadać kobiecie w ciąży brzmi…

JAK SIĘ CZUJESZ?

I to pytanie wywołuje we mnie żądze mordu. Nie cierpię gdy ktoś o to pyta! To pytanie tak samo fajna zaczepka do rozmowy jak wtedy gdy spotkasz znajomego w sklepie i pyta Cię :” Co, zakupy?” Nie kurwa, chciałem coś ukraść.
Ja wiem, ze to grzeczność, żeby zagadać i nie minąć się bez słowa. Wiem, że brzmi lepiej niż pytanie o pogodę, ale… Dżizas! Dajcie żyć! Liczycie, że usłyszycie : JEST CUDNIE! Rzygam, mam wzdęcia, bolą mnie cycki i śmierdzi mi jedzenie. Ja wiem, że są wyjątki tak samo rzadkie jak wróżki zębuszki, które idealnie znoszą ciążę a ich poród jest lżejszy od pierda jednorożca. Wiem, że są osoby, które narzekają dla zasady, lubią się umartwiać, lamentować, kamionować i robić z siebie sierotę. Tylko… co mam odpowiadać gdy wszystko jest do dupy?

Gdy kąpiel będąca do tej pory przyjemnością staje się karą? Zajmuje mi najmniej 30-40 minut choć zwykle w 15 minut było po wszystkim i nie traciłam na to bezsensownie czasu. Muszę usadzić się w brodziku bo na stojąco robi mi się słabo, zanim się namydlę – mam wrażenie, że moje ręce musiały ogarnąć szerokość równika, przelać oceany wody a następnie muszę się podnieść a w łazience brak dźwigu.

Jem. Nawet gdy nałykam się powietrza mam zgagę.

Idę do łazienki i czuję jakby spojenie mi pękało. Wsiadam do samochodu i nie mogę dociągnąć nogi do nogi by wcisnąć się za kierownicę. Kiedy zauważę, że rozwiązał mi się but – po prostu idę dalej. Walka z grawitacją nie ma sensu. Wiem. Sama się na to zdecydowałam, byłam świadoma mogących mnie spotkać niedogodności, ale żaden z pytających nie chce słuchać o beznadziejnym samopoczuciu. Inaczej! Oni słuchają, z tym przyklejonym do twarzy zrozumieniem i myślą sobie – FUCK! Po co pytałam/pytałem – typowa baba w ciąży!

Dlatego też na większość tego typu pytań odpowiadam – jak w ciąży, tak jak widać, lub zgodnie z prawdą – do dupy.
To trudne i nudne, ale szczere.

Karmisz?

-nie, głodzę. Chcesz dotknąć moich piersi czy strzelić gadkę o wyższości mleka matki nad sztuczną paszą? To nie jest powiedziane po madkowemu. To jakbym pytała Cię o to czy jesz jaja kur z wolnego wybiegu czy z chowu klatkowego? Czy wycierasz się prawą czy lewą ręką. Zapytaj mnie co się działo odkąd widzieliśmy się ostatni raz. Zapytaj czy już mam ochotę uciec z własnego domu. Powiedz mi co u Ciebie bo u mnie pewnie nudna codzienność i chętnie posłucham o czymś ciekawszym niż mój zapierdziel dnia codziennego.

Oczekujesz ode mnie albo wspaniałego samopoczucia byś mógł się umartwiać, że mimo iż masz lżej to jesteś w gorszej sytuacji niż ja lub oczekujesz, że to ja będę się umartwiać a Ty będziesz mógł poczuć się nieco lepiej.

Mam wrażenie, że otoczenie widząc kobietę w ciąży zaczyna odbierać ją jako świętą krowę, która już umarła społecznie a teraz czeka ją tylko jedzenie, tycie i hemoroidy. Kobietę, która przez najbliższe miesiące nie będzie kobietą a inkubatorem. Kogoś z kim nie ma się zbytnio tematów do rozmów bo przecież teraz interesują mnie tylko pampersy, sudocrem i wybór laktatora. Widzisz mnie oczyma duszy w rozczochranych włosach, obrzyganej piżamie i z worami pod oczami.

Staje się mombie w Twoich oczach. Tracę atrybuty kobiecości, niezależność i własne ja. Choć sieć serwuje nam setki memów z takimi matkami musimy pamiętać, że to tylko karma dla hejterów.
Są jednostkowe przypadki umęczonych matek jednak większość stara się sobie radzić – raz lepiej a raz gorzej, ale nie rozkładamy bezradnie rąk. Nie wszystko musi iść świetnie. Wystarczy, że dzieci są czyste i nakarmione a ja nadążam uzupełniać płyny.

You Might Also Like