MYŚLI MAMY

Moja wakacyjna checklista

13 lipca 2017

Halina i wakacje nad morzem

XXI wiek. Halina pakuje do samochodu kolejną torbę wypełnioną po brzegi słoikami z bigosem, rosołem i kompotem. Pampersy na zapas, ciuchy po 4 komplety dla dziecka na dzień, szampony, mydła, kremy, butelki i przekąski na dwa tygodnie wakacji.

Dzieci planuje ubrać na cebulkę, ciuchy popakować do reklamówek by walizki nie zajmowały zbędnego miejsca. Zabiera ze sobą wszystko to czego używa się na codzień – oczywiście w ilościach hurtowych. Kanapki na drogę, termos z kawą i herbatą. W rezultacie do wakacji przygotowuje się dłużej niż będą one rzeczywiście trwać. Po pokonaniu 300 kilometrów okazuje się, że Halina – dupa wołowa- zapomniała szczoteczek do zębów i pasty. Hyzio i Dyzio już świrują, stary opierdziela ją za brak skupienia – jak my teraz będziem śmierdzieć przez najbliższe 14 dni?! Wakacje od mycia zębów?
-Halina po powrocie to ja nie wyrobię na dentystę! – drze się stary, którego poirytowany głos słychać w każdej szczelinie odpicowanego volvo z 25-letnim stażem jazdy po polskich drogach.

W głowie Haliny tłoczą się myśli „wracamy!”, „pieprzyć! i tak niedługo czeka mnie proteza!”, „Dzieciaki i tak mają mleczaki…”

i Ja także mogłabym zastanawiać się w podobny sposób jak Halina i słuchać lamentu rodziny, że coś spieprzyłam.
Kiedyś byłam jak ta Halina, ale na czas spostrzegłam się, że to nie wakacje na innym kontynencie. Wyjeżdżamy do takiego samego miasta jak nasze. Miasta, które ma galerie, rossmana i lokalne sklepiki. Jeśli zapomnę majtek to je kupię. Jeśli dzieci zgłodnieją to zatrzymam się w restauracji na śniadanie lub obiad. To nie jest problem!

Nie dramatyzuj!

My – matki, mamy tendencję do dramatyzowania na miarę Judyty („Nigdy w życiu!”). Tylko po jaką cholerę?
Jeśli coś się skończy w domu – idziemy do sklepu i uzupełniamy zapasy. Tak samo będzie na wakacjach. Jeśli cokolwiek się skończy, wtedy założę kieckę na tyłek i podreptam kupić to czego mi brakuje. Na pytania „Kupiłaś już wszystko na wyjazd?” odpowiadam najczęściej – nie. Nigdy nie wiem czy będę potrzebować maści na poparzenia czy opatrunku lub plastrów na odciski. Nie będę wynajmować tira by jechać z dwójką dzieciaków na wakacje 600 km dalej, tylko po to by zapakować im ich pokój lub dwie szafki leków. Wakacje są po to by robić rzeczy inne niż na codzień. Szkoda się spalać! Po cholerę mam gnić przy garach by zaoszczędzić 10 zł a stracić 2 godziny czasu z dziećmi i mężem?

Po co ryczeć, że zapomniałam kapelusza na słońce lub koła dmuchanego? Nie jestem Haliną. Halina czekałaby na protezę, lub wracała 300 km do domu po szczoteczkę. Ja kupiłam nową w rossmanie na Monciaku. Bądź jak Magda. Żyj na czilałcie 😀

Udanych wakacji!

You Might Also Like

  • Haha, dobry tekst 😉 Chociaż ja to przeginam w drugą stronę i mąż często mi zarzuca, że mam wszystko w d… 😉