Ja MYŚLI MAMY

Moja pasja nie zjara się jak czarownice z Salem

17 sierpnia 2017

Jakieś 10 lat temu stukałam się palcem w czoło kiedy mama siedziała w sierpniowe popołudnie ze zwieszoną głową i zaczynała ubolewać, że sierpień to jak wrzesień a wrzesień to już krok od listopada. Kiedy miie listopad są już tylko święta i koniec roku czyli ten nieszczęsny sierpień stawał się jakby początkiem końca roku. Bo przecież ile dzieli nas od sylwestra? Niewiele więcej niż długość reklam na polsacie.

I tak sobie dzisiaj siedzę i dumam zamias pisać pracę licencjacką, że to już w sumie koniec roku. Koniec wakacji, za chwilę będzie wrzesień i będziemy dążyć do 21 – dzień przedszkolaka i pasowanie na przedszkolaka- po tym wyarzeniu tematy w pracy stają się już mocno jesienne, następnie andrzejkowe i mikołajowe. Znowu przyjedzie teatr, znowu zobaczymy studenta ze sztuczną brodą, który rozda dzieciakom prezenty a po dwóch tygodniach rozpoczniemy zapierdziel Bożonarodzeniowy.

Rytm życia w szkole czy przedszkolu rządzi się swoimi prawami. Wrzesień to czas na ponowne wskoczenie w ryzy, dokumenty i nowości. To też lekki smutek bo grupa się zmienia, żegnamy dzieciaki które zostawią nam setki obrazów w głowie i sercu. Dzieciaki, które nie raz i nie dwa chłostały nasze nerwy i jednocześnie przytulały się do nas nie do końca rozumiejąc swoje emocje. Przyszedł czas na zmianę. Każdy jej potrzebuje. My także.

I ten nieszczęsny wrzesień to zazwyczaj początek nowej drogi z nowymi dziećmi, które do końca roku będą nas testować, które będą przeżywać swoje początki w nowym świecie.

Z portfela wylecą kolejne pieniądze bo zaczną się wywiadówki i znowu szkoła Zośki zeżre moje pieniądze odłożone na czarną godzinę, i znowu dzieci wyrosną z butów i kurtek i znowu będę polować na jesienne promocje w sieciówkach i znowu… znajdę sobie zajęcie 🙂

Liczę po cichu, że uda mi się nareszcie obronić licencjat z drugiego kierunku. Chcę zamknąć dział studia po 8 latach. Chcę także zrobić coś czego nigdy nie zrobiłam. Chcę jeździć na rolkach, chcę nauczyć się fotografii i gry na gitarze. Zapisać się na angielski by nie liczyć na wsparcie blabla blaaaa przy odpisywaniu na mejle.

I tak sobie marzę, pijąc wodę z trzema cytrynami, non stop plując pestkami, które jak lewus wcisnęłam w niepojętej ilości do butelki z wodą, oglądam moje makabrycznie nieszczęśliwe alter ego w kolejnym sezonie Chirurgów i uśmiecham się do siebie. Uśmiecham bo pewnie moje pokopane życie wystawi mi niebawem środkowy palec i stwierdzi – No way! Chyba zwariowałaś!
Tak, zwariowałam bo wrzuciłam na luz. Zamiast pisać kolejne strony pracy piszę kolejne posty. Nagle coś się odblokowało, nagle zbliżający się koniec wakacji sprawił, że chce mi się robić to na co mam ochotę. Jeżdżę z dziećmi na basen, na wycieczki, nie liczę czasu ani kilogramów.

Obowiązki obowiązkami, ale nie tylko one mają pochłaniać nasze życie.

Dodatek do życia

Na jednym z forów internetowych zarzucono kobiecie/mamie, która nosi się z zamiarem podjęcia studiów podyplomowych, że dzieci są dla niej dodatkiem do życia Studia nie powinny według użytkowników zabierać cennego czasu z dzieckiem a swoje ambicje powinna ona realizować dopiero gdy dziecko podrośnie. A co jeśli pasja, którą chce pielęgnować – wypali się ? Kiedy jej cały świat przysłoni ząbkowanie a nie samorealizacja? Co jeśli straci błysk w oku, który pojawia się w momencie gdy przez jej myśl przebiega coś związanego z jej marzeniami i pasjami?

Dziecko to niezależna istota. No dobra, początkowo trochę zależna, ale w pewnym momencie staje się odrębną jednostką. Ono nie jest mną a ja nie jestem nim. Niby żyjemy w symbiozie, ale w rzeczywistości każdy marzy o czymś innym. Mamy wspólne marzenia do realizacji, ale mamy także takie marzenia, które chcemy zrealizować tylko dla siebie. Wiele razy powtarzałam, że matka nie ma być uciemiężoną sekutnicą a zadowoloną z siebie babką, która idzie każdego dnia przed siebie w kierunku, który sama wybrała.

I ja tak sobie podreptam do przodu, będę starała się by nie zwariować, by nie stracić zapału i by moja pasja nie zjarała się jak czarownice w Salem. Póki co jestem pełna optymizmu i nawet tego ‚faka’ przyjmę z uśmiechem bo życie jest tak nieprzewidywalne jak moje pomysły!

You Might Also Like