LIFESTYLE MYŚLI MAMY

Małymi krokami do celu

3 czerwca 2017

Marzenia?

Dla większości marzenia to obrazy w głowie. To bogactwo, wypasione zabawki, gadżety i świetne auto w garażu. Dom z basenem, praca z pensją 5 tysięcy minimum i dzieci z żurnala. Nie powiesz mi, że o tym nie marzysz.

Miałam jakieś 16 lat. W mojej głowie tłoczyły się nie marzenia a myśli, które próbowały zmusić mnie do skończenia choć jednej klasy liceum bez usunięcia z listy uczniów. Nie błam ani najlepsza, ani nie miałam wielkich ambicji, nie byłam bogata, nie jeździliśmy na wakacje a nawet nie mieliśmy samochodu. Ojciec nie pracował a matka zarabiała na nasze życie i zachcianki. Nie mogłam chcieć za dużo bo jak? Jak mogłabym chcieć więcej niż miałam?

Zazwyczaj w tym momencie powinna się pojawić ckliwa historia o tym jak niewiele mając byłam taaaka szczęśliwa. Nie, nie byłam. W sumie moja matka twierdzi, że ja nie potrafię być szczęśliwa. Nigdy nic mi nie pasuje i jestem paskudną pesymistką, ale mam to w nosie. Zarówno w momencie o którym piszę jak i w chwili obecnej.

Mijają kolejne miesiące a ja obieram kolejny cel – pokazać sobie, że potrafię. Potrafię być najlepsza z historii, z języka, że potrafię być lepszą wersją siebie – dla siebie. Udaje mi się to. Jestem bezczelnie zawzięta.
Kolejną sprawą, która mnie interesuje jest matura i wyprowadzka. Realizuje jedno i drugie, choć nie od razu i nie tylko dzięki sobie samej.

Będąc już po ślubie, po którejś kłótni zaczęłam się zastanawiać czy ja mam jakieś marzenia? Umiem na chłodno ocenić swoje możliwości finansowe i umysłowe. Nie wybiegam w daleką przyszłość bo wiem, że nic z tego nie wyjdzie.
Doszłam do momentu kiedy zwisało mi czy kupię kolejne najki czy zafundje sobie nowe ciuchy. Nie tym się żyje.
Chciałam mieć czworo zdrowych dzieci, psa i studia. Mąż już był – żeby nie było, że go pominęłam 😀
Zaczęłam stawiać sobie małe cele do osiągnięcia, które były moimi małymi marzeniami.

Dziesięć lat czekałam na realizację takich zwykłych, realnych marzeń. Chciałam zobaczyć kobiety, których piosenki od dawna są ze mną. Wydawałoby się, że jest to nierealne bo trzeba zapakować się w samochód by dojechać na ich koncerty, zorganizować opiekę do dzieci, załapać się na bilety w przedsprzedaży. Udało się. W ubiegłym roku byłam na koncercie Ireny Santor a wczoraj na występie Alicji Majewskiej przy akompaniamencie Włodzimierza Korcza. W obu przpadkach zaniżałam średnią wieku. Choć mam specyficzny gust muzyczny znajomi wiedzą jak wiele to dla mnie znaczyło. Kiedy siedząc w Retro do świtu błagałam o Biały żagiel, który dosłownie zdzierał mi gardło inni prosili o Happy Sad lub Kazika. Lekka rozbieżność choć nigdy nie czułam się lepiej niż po spełnieniu tej mojej małej zachcianki.

Dlaczego o tym piszę?

Nie ma sensu zarzucać się marzeniami, których nie będziemy w stanie zrealizować. To nas dołuje, irytuje i odbiera nam wiarę w siebie. To nie tak, że mamy żyć skromnie i nie próbować mieć więcej. Znając swoje możliwości, ambicje i swój potencjał możemy ocenić czy poradzimy sobie z osiągnięciem takiego celu. Marzenia nie muszą być od razu czubkiem najwyższej góry, którego nie zdobędziemy przy dziecięcej mentalności, idąc po jego zdobycie w klapkach. Trzeba sporo pracy by osiągnąć to co sobie założyliśmy. Wszystko jest możliwe gdy tego bardzo chcemy, ale samo chcenie nie wystarczy. Bez twardego postanowienia i konsekwentnego postępowania w dążeniu do celu będzie nam ciężko. Przypadki się zdarzają, ale nie smakują tak jak to na co czekaliśmy długo, na co pracowaliśmy i o czym marzyliśmy.

Małe szczęścia, małe kroki.

Powoli do celu. Tak myślę i według tego chcę żyć. Mama zawsze powtarzała, że lepiej czerpać w życiu małymi łyżkami a częściej. Nie frustruję się gdy widzę znajomego w samochodzie z salonu, kiedy słyszę, że ktoś wybudował piękny dom, pojechał na drogie wakacje. Zazwyczaj nikt nie dostaje takich rzeczy w prezencie, okupione jest to jego wyrzeczeniami, ciężką pracą. Nie jestem zazdrosna bo wiem, że jeśli czegoś chcę to kiedyś to osiągnę. Nie dzisiaj, nie jutro, ale może za 10 lat?

Mam dwoje cudownych dzieci, które czasami swoim zachowaniem doprowadzają mnie do szału. Mam fajną pracę, fajnych współpracowników, dobrego męża,mam dach nad głową, jedziemy na wakacje (jeśli w końcu na nie odłożę), mamyco jeść, spełniam się każdego dnia choć na wiele rzeczy brakuje mi czasu bo chcę wycisnąć to życie do cna. Zrobić wszystko to co sprawia przyjemność, nauczyć się grać na gitarze, skończyć licencjat, zobaczyć Scorpionsów na żywo, mieć jeszcze choć jedno dziecko, podszkolić angielski, zrobić kurs fotografii, kupić obiektyw.
Chcę tego wszystkiego po to, by mając to 70 lat napić się wiśniówki i powiedzieć wnukom, babcia w życiu się nie nudziła.

You Might Also Like

  • Super, że udało Ci się spełnić to marzenie, takie chwile uskrzydlają!