DIY Miłki w kuchni

Kuchnia w bloku – pomysł na wąską kuchnię

16 czerwca 2017

Jeśli myślicie, że stylowa kuchnia pasuje tylko do wnętrz przestronnych wiejskich domów to grubo się mylicie!
Kuchnia w bloku też moze byc piękna!
Jednym z moich sukcesów kulinarnych była rozwodniona zupa pomidorowa. Do czasu kiedy poczułam, że TA kuchnia jest tylko moja, tylko ja w niej rządzę i tylko JA jestem w niej najlepsza.


Kuchnia w pierwszych miesiącach mieszkania w tym mieszkaniu była zwykła. Nijaka, podobała się Miłkowi. Szklane fronty w górnych, ciasnych szafkach pękały częściej niż guma w majtkach.
Listwy w szufladach po kilku latach zaczęły odpryskiwać a fronty żółknąć. Gotowanie nie sprawiało mi już takiej przyjemności bo to taka radocha jak kąpiel w kozim mleku , gdy wanna stoi w syfiastej łazience.

CHCĘ!

Marzyłam, marzyłam… rok, dwa… i … pojawiło się światełko nadziei. Niewiarygodna dla działu kredytów Ikei musiałam znaleźć inny sposób by zdobyć to czego pragnęłam.

Już kilka lat temu zakochałam się we frontach Ikeowych Bodbyn, jednak nie wiedziałam czy taki styl bedzie pasował do małej kuchni w bloku. Żeby nie bylo to tylko moim pomysłem – Janusz wybrał białe płytki i drewniane blaty.
Blat zdecydowaliśmy się kupić w castoramie i nieco ekonomicznie pomyśleć.
Kupiliśmy dwa blaty – jeden na część roboczą a drugi przecięliśmy w pół by stworzyć ławę do pokoju i stół kuchenny.

Gdzie to wszystko zmieścić?

Nasza kuchnia jest długa i wąska. Stół, krzesła i wygospodarowanie miejsca dla pralki i zmywarki ? Wydawało mi się to nierealne na tamtą chwilę. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, choć trochę nierozsądnie myśląc – musi wejść!

Pojechaliśmy do ikei. z wymiarami, marzeniami. Kuchnię odbieraliśmy 4 razy.
Za czwartym razem wróciliśmy z nią do domu po to… by stała w starej kuchni ponad tydzień nim doczekała się złożenia. Kolejny tydzień spowodował, że czułam się jak w obozie dla uchodźców. Był początek grudnia, ludzie sprzątali, wyrzucali graty a my żyliśmy z przedpokojem pełnym worów z talerzami, garnkami i sztućcami. Miałam serdecznie dość. I wtedy stał się cud…

Pojawiła się kuchnia. Bez stołu, bo blaty musiały zostać wylakierowane.
Bez krzeseł bo kasa na nie pojawiła się jakiś czas później jak już pisałam. Pojawiły się też nowe chęci. Zaczęłam piec, więcej gotować i … nie chcę z niej wychodzić!:)

Więc co? Wpadacie na kawę?




You Might Also Like

  • Pięknie! Ja to marzę o tym, żeby w ogóle mieć kuchnię 😉

  • Cudna,kocham kuchniebz Ikei. Póki co mam dosyć ciemna kuchnie,ale kiedyś będzie cala bialutka 🙂