Ciąża i poród MYŚLI MAMY PARENTING

Jak rozpoczyna się poród?

11 marca 2019

W pierwszej ciąży wizja samoczynnie rozpoczynającego się porodu spędzała mi sen z oczu. Bałam się, że nie będę wiedziała „CZY TO JUŻ?” Bałam się, że pojadę zbyt wcześnie do szpitala i albo odeślą mnie do domu albo położą na patologii ciąży. Szczęście w nieszczęściu – pojechałam na wywołanie.

WYWOŁYWANIE PORODU

W moim przypadku obeszło się bez balonika, który ma za zadanie zwiększyć rozwarcie. Dostałam kroplówkę z oksytocyny i w niewiedzy czekałam na rozwój sytuacji. Wiedziałam, że poród będzie rodzinny i że na pewno chcę mieć znieczulenie.
To było wszystko i tylko tyle lub aż tyle czego wiedziałam, że mogę się spodziewać, ale dziś wiem, że więcej wiedzy nie było mi potrzebne. Mimo niewiedzy, w drodze do szpitala rzygałam jak kot, mimo że nie czułam nerwów, ale podświadomość chyba zrobiła swoje.

A jak zacznie się samo?

Za drugim razem 3 godziny przed odejściem wód wiedziałam, że kolejnego dnia urodzę. Iwur obrócił się o 180 stopni, byłam przekonana, że rozerwie mi brzuch lub kopnie mnie w przełyk. 4 nad ranem. Wiem, że już nie będzie mi dane zasnąć. W łazience okazało się, że los zaskoczył mnie kupą tysiąclecia… FAUX PAUX? Nie. Poród może rozpocząć się biegunką bo organizm się oczyszcza. Skurcze krzyżowe i książkowe odejście czopu śluzowego, spowodowały, że w 3 minuty zainstalowałam contractera (aplikacja do liczenia skurczów) by ogarnąć czy to serio regularne skurcze.

W grupie mam październikowych jedna z koleżanek zaczęła mnie przekonywać, że to właśnie poród!
Nie chciałam w to wierzyć bo… nie byłam na to gotowa! Miłek spał, Zośka się przebudziła, nie chciałam jej stresować. Po gorącym prysznicu, 5 krotnym sikaniu, zaczęły odchodzić mi wody. Całkiem odeszły dopiero w szpitalu, choć wysiadając z auta poczułam mega CHLUST! Byłam przekonana, że mam mokrzusieńkie spodnie, ale podkłady poporodowe były niezastąpione. (dlatego warto nie pakować wszystkich do torby). Siedząc pod izbą przyjęć myślałam, że mój koniec jest bliski. Umierałam.

Podchodzi gość – z wyglądu „czeski rockmen”-
o! Pani rodzi! NO CO TY?!
SKĄD TE WNIOSKI?! Ma Pani z 3 cm? SKĄD MAM TO WIEDZIEĆ?!
Zaprowadził mnie na fotel, zbadał i z dumą stwierdził, że to serio 3 cm rozwarcia, 4 kilo dziecka i czas na porodówkę. Pójdzie Pani czy dać wózek?
Pójdę.
Prawie dokonałam żywota słaniając się pod ścianą.
Łóżko.
Prysznic.
Lewatywa.
Prysznic.
Skurcz.
Piłka.
4cm.
Skurcz.
Śmierć mózgu.
Skurcz.
Jednak nie umarł.
Gryzę materac.
Skurcz…
KURWA!
To moje ostatnie dziecko!
Anestezjolog!
Spoko, kochana! Nie umrzesz!
ZZO.
6cm.
Będę żyć.
Przysypiam.
Położna mówi, że rodzę.
Jak to odkryła? Od 4 rano?

I co? I znowu czekam. 10 tygodni do końca. Boję się, że urodzę za wcześnie. Boję się, że nie zdążę dojechać do Krakowa. Boję się, że każą mi karmić. Boję się, że ten ból będzie jeszcze gorszy. I to normalne. To często irracjonalne, ale mimo poglądów, że mam już 2 porody za sobą – tak! Jestem wieloródką i nadal mam obawy!
I każdy ma do nich prawo. Jednak nie ma bólu nie do przeżycia, choć myślisz, że mózg i każda komórka ciała eksplodowała, cięcie lub nacięcie piecze i szczypie, obkurczająca się macica boli gorzej niż poród, ale dokonałaś tego. Siłami natury czy przez cesarskie cięcie – URODZIŁAŚ!
Czujesz się jak heros? Nie? A POWINNAŚ.
Gratuluję. Wonderwoman przy Tobie wymięka.

Ja nadal czekam i mam nadzieję, że zdążę dojechać, Miłek rozwiezie dzieci gdziekolwiek, szybko dostanę ZZO i nie umrę z bólu.
Dam radę.
Chyba.

You Might Also Like