Dzieci LIFESTYLE Miłki w kuchni

Jak kuchnia lidla zniszczyła nasze popołudnie

18 kwietnia 2017

Eko sreko

Urodziłam Zośkę kiedy w mediach zaczęło być głośno o modzie na eko pieluchy, chusty, gotowanie na parze i najlepiej na prowadzenie własnego ogródka, w którym będą biegać kurczaki karmione tylko naturalnymi paszami. Odkąd zaczęła przyjmować stałe pokarmy wzięłam sobie to do serca i każdego dnia podawałam jej gotowaną godzinami marchewkę z eko uprawy, po którą musiałam dymać na drugi koniec miasta.

Marchewka poza astronomiczną ceną nie miała w sobie nic nadzwyczajnego, nawet paszportu polsatu, w którym miałaby wbitą wizę z kraju ‚eko uprawy’.
I tak gotowałam później zupki z kurczaków, które miały cudowne życie, z warzyw nawożonych naturalnym nawozem i super odkamienionej wody. Kupowałam szynki bez konserwantów i poiłam wodami niegazowanymi z górnej półki. Moje dziecko mimo próśb, gróźb i pajacowania nie zjadło ani jednego eko obiadu, za to z chęcią zajadało się swojską kiełbasą, parówkami i pasztetem z puszki, który potrafiła zjadać łyżką stołową.

Potem rzuciłam to wszystko w cholerę, stałam się wyzwoloną matką, która co prawda spoglądała na talerz z lekkim niepokojem, ale kazała wszystko popijać gorącą herbatą- jak babcia, która twierdziła, że to lek na całe zło. Choć już wiem, że to wcale nie jest zdrowy zwyczaj.
Z tych czasów zostało jej zamiłowanie do wody niegazowanej. Do dzisiaj nie przepada za sokami.

Era książek z lidla

No tak, myślałam że mnie to nie dopadnie, ale jednak. Instagram został zalany zdjęciami książek zdobytych w świetnej promocji – 300 stron za 300 złotych, książka dla rodziców i dzieci!
Piękne zdjęcia okraszone cudownymi opisami, które są w stanie zachęcić każdego nieuka kulinarnego do ruszenia tyłka do sklepu i przytargania do domu mnóstwa produktów, z których jeno ziemniaki ogląda na codzień.
Tak zrobiłam i ja- matka na medal, która wyżebrała punkty, bo w lidlu kupuje tylko czipsy a pomimo zamiłowania do tortilli solonej nie jestem w stanie przerąbać na nią trzech stów by dostać książkę.

Do dzieła!

Nadszedł ten dzień kiedy pełna optymizmu, zapału i chęci by zacząć nowy rozdział w moim życiu postanowiłam odebrać swoją książkę, która była dla mnie jak jajko niespodzianka dla dziecka. Czułam, że będę mieć 5 minut zabawy i 50 minut wkurwienia bo wnętrze mnie nie usatysfakcjonuje.
Przywlokłam ten cud blogerów i rodziców do domu, na nogach, z wrzeszczącym Iwurem w wózku. W cieniu 27 stopni bo pogoda wie kiedy pokazać mi środkowy palec. W pośpiechu rozpakowałam ją i chciałam ugotować wszystko kolejnego dnia.

Stwierdziłam, ze będę najlepszą matką ever i nafaszeruję moje dzieci tymi zdrowymi cudami naraz, jednego dnia – wiecie, żeby wyrównać im poziom witamin za całe życie.
Daria Ładocha wychwala zalety gotowania z dziećmi – no ba! -pomyślałam- nim moja dusza puknęła się trzy razy w czoło.

Pfff co tam, dam radę. Mam nerwy ze stali. Zośka jest świetna, lubi ze mną gotować. Iwurowi będę podawać skłądniki i będzie mnie kochał jeszcze bardziej.
Wyjęłam bataty, indyka, eko sreko makaron spagetti bez glutenu, mąki, soli, kalorii i smaku. Spagetti z cukinii spełzło na niczym bo Zofia stwierdziła, że ona takiego czegoś jeść nie będzie i z miną zdegustowanego Jacykowa, odwracając głowę zamaszyście w lewą stronę stwierdziła:

-sama sobie to jedz. Mnie nie wciskaj bo się nie dam.

Fajterka! A ja frajerka. Miało być świetnie a mnie już cukier skoczył, serce zaczęło bić jak po maratonie i zęby zaczęły się zaciskać- nie! dam radę! GOTOWANIE Z DZIECKIEM TO PRZYJEMNOŚĆ!
No przecież!

antyporadnik

Nie było ani smacznie ani przyjemnie. Ostani raz przeżyłam takie rozczarowanie gdy mama obiecywała najpyszniejsze ciasto na świecie a zrobiła ciasto cytrynowe z przepisu z gazety Matka spędziła w kuchni całą niedzielę, ja ze śliną cieknącą na myśl o cieście a ciasto było obrzydliwe. Smakowało jak biszkopt zalany ludwikiem. Kuchnia potrzebuje książek kucharskich po to by móc nanieść na przepisy swoje własne smaki i poprawki. Wierne odtworzenie dania może być ciekawym pomysłem, ale nie każdy ma tak wyszukany smak, nie każdy potrafi jeść tak jak gwiazdy kuchni. Nie poradzę nic na super gotowanie z dzieckiem poza szukaniem swobod – Zarówno jeśli chodzi o możliwości dziecka, które powinno móc zrobić 90% rzeczy samodzielnie, jak i w dowolności modyfikowania przepisu.

Follow my blog with Bloglovin

You Might Also Like

  • Haha, ja to nawet nie próbuję się starać 😉 Raz też mi się zdarzyło, coś mnie podkusiło, żeby zrobić malinowe trufle z książki Lidla, tylko że malin nie miałam 😉

  • Hahahah, świetny wpis. No niestety, ja się dawno temu nauczyłam, że nie trzymam się prawie żadnych przepisów do końca, ale traktuję je jako inspirację i częściowo robię po swojemu. Chyba tylko przepisów White Plate nie boję się robić 1:1. Zawsze wychodzą, smaki nie są udziwnione i dużo rzeczy można zrobić z dzieciakami 🙂

    • muszę to sprawdzić!

      • Sprawdź 🙂 polecam zarówno potrawy, ciasta, przekąski i pieczywo 🙂 Tylko ostrzegam, że ja się potrafię przeglądać Jej przepisy i się od razu zaczynam ślinić 😀

  • Ojko S

    Szkoda, że nie wyszło, ja rozdałam książki po rodzinie, została jedna, nie wiem nawet czy wyjęłam z folii 😀

  • Nie jestem pewna, czy chciałabym żeby moje dziecko pomagało mi w kuchni jak gotuje 🙂 dziadek męża był zawodowym kucharzem a nawet jego nie wpuszczam do swojego królestwa 😀

    • dla dzieci to radość. Uwielbiają naśladownictwo, ale fakt- ja również lubię samotność w kuchni. Najlepiej z dobrym filmem w tle 🙂

  • No my też mamy ten cudny poradnik – dostaliśmy w prezencie. Stoi sobie na półeczce i zalega na niej kurz. Cóż… mnie te entuzjastyczne promocyjne hasła nie uwodzą i nawet nie zamierzam podejmować rękawicy – jak widać po Twoim wpisie – słusznie. Natomiast idea gotowania z dzieckiem jest do zrealizowania i jak najbardziej pożądana (naprawdę), o ile gotujemy wybrane przez nas produkty, tj. zjadalane i akceptowalne przez mikroludzi 😉 Naturalnie w kuchni zagości armagedon, ale czego się czasem nie robi celem wypracowania samodzielności potomków 😉

    • Lubię dzieci w kuchni, niejednokrotnie piekłam drożdzówki, ciasta czy przgotowywałam wigilię z dziećmi w kuchni, które pomagały lub zjadały połowę składników. Jestem podobnego zdania,ale gotowanie z dziećmi w kontekście tejże cudownej książki – u nas odpada 🙂

  • Adela Jakielaszek

    My od czasu do czasu z córką coś upichcimy, ale nie z książek tylko z netu. Szukamy sensownego przepisu z przystepnymi składnikami i gotowe.

    • Tak też lubię robić. Najchętniej piecze ze mną bułki. Mało roboty, dużo bałaganu bo mąka wszędie fruwa, ale bez spinania się 🙂

  • Kiedyś lubiłam eksperymentowac z blogami kulinarnymi, aż w końcu znalazłam jeden który mi pasuje, i z nim mogę szaleć do woli. Próbowałam kiedys tych przepisów lidla, ale… nie ma tej iskry 😉

  • Haha super się czytało 🙂 Przyznam, że my zawsze robimy zakupy w lidlu i książkę dostaliśmy już pierwszego dnia 😉 później zdobylibyśmy jeszcze dwie, ale nie wzięliśmy, bo zawiodłam się pierwszą. Za to nie pracochłonnością przepisów – jak widzę więcej niż kilka składników to omijam ;), ale tym, że to nie są zdrowe przepisy 🙁 liczyłam, że właśnie będą nowymi podpowiedziami, a tu cukier, czekolada, pszenica. Szkoda.