JA I ON Rodzina

Impuls

1 września 2015


ddTo nie ciąża, zawsze taka byłam. Niezależnie od tego jak bardzo się staram – moim życiem wciąż rządzi impuls. Jedno krótkie spięcie w moim mózgu. Czasami ten impuls potrafi wywołać burzę innym razem stan nieopisanej radości, troski i empatii. Odkąd urodziła się Zośka staram się nie być zbyt porywcza. Po co mam niepotrzebnie stresować dziecko? Czasami brakuje mi sił i wybucham. Czasami płaczem bezsilności, czasami nerwem tysiąclecia, czasami krzyczę a czasami milczę. Kiedy ma miejsce ta ostatnia opcja – jest źle. Jest bardzo źle.

Pretensje. Po co nam one? Dlaczego musimy się ciągle o coś potykać. Oczywiście czysto metaforycznie.  Dlaczego nie zawsze mówimy otwarcie o tym co poszło nie tak jak trzeba? Nie spełniłem swoich lub Twoich oczekiwań. Nie chciałem zrobić tego specjalnie, ale… nieważne! Ważne, że jesteś na tyle w porządku wobec mnie, że umiesz przyznać się do tego błędu.

Czasami mam wrażenie, że to co nas niszczy to niedomówienia. Bo po co mam Ci to powiedzieć? Nie chce sprawić Ci przykrości. Lepiej przemilczę kilka spraw by się nie kłócić… yyyyy wróć!

Nie można być miłosiernym samarytaninem w momencie kiedy mamy szansę nie dopuścić do powstania niedomówienia! W taki sposób kładziesz kamień milowy na drodze do przyszłego konfliktu. Nie wiem i nie rozumiem jak można omijać problem pojawiający się w danej chwili.

Jestem jednym z tych impulsywnych ludzi, którzy pod wpływem chwili i sytuacji chcą rozwiać wszelkie wątpliwości. Chcesz powiedzieć mi brzydką prawdę? Powiedz mi ją prosto w oczy. Nie stać Cię na to? Nie stać Cię w takim razie na podtrzymanie naszej znajomości.

Kiedy przychodzi ‘TEN’ dzień boli mnie brzuch  z nerwów. Nienawidzę wywlekania cudów, które na samym końcu okazują się durnymi bzdetami. Zapalnikiem jest coś zupełnie niedorzecznego. Nienawidzę wtedy dnia, w którym Cię poznałam. Nienawidzę dnia, w którym stwierdziłam, że możemy wspólnie stworzyć rodzinę i nienawidzę dnia, w którym podejmowałam te wszystkie ważne decyzje mające dać mi szczęście.

Wylewam swoje żale. Nie mówisz nic. Jak zwykle. Słuchasz by na końcu odwrócić kota ogonem i obrócić mój kryzys psychiczny w lekką i żartobliwą anegdotę. To nie jest brak szacunku. To nie pretensja. Zapala mi się lampka.

„Ej! Ty! Po co się denerwujesz?”

Przecież możesz wprost powiedzieć o co chodzi a nie zachowywać się jak ktoś kogo na wstępie mogłabyś skrytykować bo wyładowuje się ‘po czasie. ‘

Przychodzi też chwila kiedy chcę obwinić świat za moje trudności, błędy i osiągnięcia, które w tej chwili wydają mi się pomyłką.

Wtedy wraca rozum.

Patrzę na moje 1,5 dziecka i zaczynam rozumieć. Czuję, że żal i rozgoryczenie odchodzą na boczny tor. Odjeżdżają wręcz jak pendolino. Mam ją. Czy decyzja o sprowadzeniu jej na świat była moją porażką? Moją pomyłką?

Patrzę na niego. Na małą okrągłą pupę pod żebrami. Czy ta decyzja zniszczyła mi życie?

Nie. Nie i nie. Wracam do tej chwili kiedy przeklnęłam dzień poznania, dzień kiedy postanowiliśmy zostać rodzicami… Wymierzam sobie w myślach niezły i całkiem celny policzek. Budzę się na dnie mojej podświadomości. Patrzę znowu na Nią. Na brzuch, przykładam rękę i ratuje w ostatnim momencie wystrzał prawego boku, który omal nie zostaje przedziurawiony przez małą acz długą nogę. I patrzę na Ciebie. Gdybym Cię nienawidziła nie byłoby nas. Gdyby moje decyzje były tylko moje, nie byłoby ich. Nie byłoby nas beze mnie i Ciebie. Nie miałabym dzieci. Nie miałabym celu i radości. Więc… nie jesteś taki zły… bo jesteś. Nie zwariowałeś i nie zamknąłeś mnie w zakładzie bez klamek.

Co dzisiaj uważam za zapalnik? Słowo klucz? Samochód i wiatrak. Nie mają ze sobą nic wspólnego na pierwszy rzut oka poza tym, że są to polskie słowa. A jednak mają. Wywołały burzę z piorunami i ogromnym deszczem. Oczy pieką  a ja milczę.

Nie pozwól mi. To ostatni raz, kiedy wyciągnęłam zawleczkę a granat rzuciłam pod Twoje nogi.

Ostatni. Już rozumiem.

DSC_6157

20140719_140746

20150803_122854

You Might Also Like

  • Tekst nie wymaga komentarza bo jest mega.. Pewnie każda z nas sie tak czuje, ja ostatnio miałam tak czesto.male grunt wymierzyć sobie w głowie właśnie ten policzek.

  • Tekst tak bardzo o mnie, że aż głupio mi było, jak go czytałam. Złoszczę się zdecydowanie za często i za…burzliwie. Trzy sekundy do setki, tylko potrzebuję, a potem już tylko przyspieszam i przyspieszam, nakręcam się i nakręcam i mówię milion słów, których żałuję. Nie wiem, kurde co to. Osobowość czy temperament? Nie chcę taka być, ale jak przychodzi szał, jestem jak w amoku.