Dzieci MYŚLI MAMY PARENTING

Dlaczego zrobiłam to mojej córce

21 listopada 2016

Tak widzą mnie ludzie

To ja – Matka, która nie posiada w sobie ani odrobiny empatii. Jestem wyzuta z uczuć w stosunku do mojego dziecka. Urodziłam sobie drugie a pierwsze chciałam odstawić na boczny tor, olać i wydziedziczyć. Nie kieruję się w życiu wartościami typowymi dla każdej zadufanej w sobie matki, która nie widzi świata poza swoimi dziećmi, które idealizuje w swojej głowie i swoich pokręconych myślach. Nie czytam. Nie pytam i nie słucham ludzi. Zeżarłam wszystkie rozumy i mam w dupie cudze zdanie. Po co mi ono? Po to by próbować się nim sugerować? I tak tego nie zrobię. I tak nikt nie zrozumie dlaczego zrobiłam to mojej córce.

Rok temu chciałam zbawiać świat i włączałam się w ratowanie 6- latków. O tym, że moja 5-latka pójdzie do szkoły nawet nie pomyślałam. Ma być dzieckiem. Ma się bawić, szkoła to zło, ławka będzie gryźć ją w tyłek!
Ta.. jasne.

Kiedy nauczycielki w przedszkolu zasugerowały, że trzeba by było coś zrobić i pomyśleć nad dalszą edukacją mojej córki nie dopuszczałam do siebie myśli, że to JUŻ. Była ze mną od 20 miesiąca życia codziennie w żłobku a następnie w przedszkolu.
Nie mogłam jej tak zwyczajnie puścić w jakiekolwiek miejsce.

Szkoła? To już?!

Dzieci dorastają za szybko. Jednego dnia zmieniasz dziecku pieluchę a następnego pakujesz mu śniadanie do plecaka, pomagasz zapinać kurtkę i wysyłasz je do szkoły. Nim się obejrzysz – na Twoim zegarze biologicznym cyknie kolejna godzina i okazuje się że Twoje dziecko zdaje maturę.
Wydawać by się mogło, że psychika rodziców do pewnego momentu zaniża wiek dziecka a podświadomość wtóruje jej dokręcając kolejną śrubę, która ma pobudzać trybik od szufladki z indeksem ‚maleństwo’ (boże jak ja nienawidzę tego słowa!)

Wydawać by się mogło również, że w momencie kiedy w domu pojawia się nowy członek rodziny – starsze dziecko jest już na tyle dorosłe, że jego niemowlęctwo oddala się o trylion lat świetlnych. Nie pamiętamy kiedy ostatni raz dotkaliśmy takich małych stópek, kiedy uczyliśmy sikania na nocnik i wyciągaliśmy psie jedzenie z buzi.
Tak naprawdę zdajemy sobie sprawę z tego, że pewien etap mamy już za sobą. Niewielki i wcale nie najcięższy. Wydawało mi się, że ten etap będzie trwać u nas długie lata i nigdy się nie skończy.

Tylko mi się wydawało.

Nie jestem matką, która ma o swoim dziecku niewyobrażalnie wysokie mniemanie.
Kocham Zosię, doceniam to jak szybko się uczy i jaka jest inteligentna. Każde jej nienormalne zachowanie analizuje kilka lub kilkanaście razy szukając powodu nie tylko w niej, ale także w sobie i w całej sytuacji, która się wydarzyła.

Nie jestem jednak nadopiekuńcza.

Uważam, że dziecka i jego naturalnej ciekawości poznawania świata nie powinno się ani krytykować ani ograniczać. Zostawiam oczywiście margines bezpieczeństwa, przyzwoitości i norm moralnych, które poznajemy na różnych etapach naszego życia. Dużo rozmawiamy. Wiele spraw, które dotyczą jej samej omawiam najpierw z nią. Staram się niczego przed nią nie ukrywać. Staram się, bo niektóre sprawy nie powinny jej jeszcze dotyczyć. O szkole rozmawiałyśmy długo. Sama pytała kiedy do niej pójdzie, jak tam jest i co dokładnie się tam robi. W czym różni się od przedszkola. Wtedy sama zaczęłam zmieniać zdanie o szkole. Dokładniej o ‚zerówce’ bo 5 latek nie wyląduje w pierwszej klasie.

Dlaczego to zrobiłam?

W lipcu Zosia została zaproszona na 2-godzinne badanie gotowości szkolnej. Nie okazało się, że jest geniuszem, ale potwierdziło się to, o czym myślałam. Dostaliśmy zielone światło by zapisać ją do zerówki. „Najwyżej będzie w niej dwa lata”.
Głównym „za” było dla mnie to, że musiałaby zmienić otoczenie dwa razy. W tym roku musiałabym zapisać ją do oddziau pięciolatków w innym przedszkolu, w przyszłym do szkolnej zerówki. Dla mnie to trochę bez sensu, pani psycholog w poradni również stwierdziła, że tak będzie lepiej.

Kolejne „za” to dyscyplina, którą coraz ciężej było nam wszystkim egzekwować. Sposób prowadzenia zajęć, nowy program nauczania, pewne obowiązki.

Zostawiłam sobie i jej pewien margines ‚błędu’. Mojego rodzicielskiego błędu.
Bo co z tego, że jej gotowość intelektualna jest ‚mierzalna’? Gotowość emocjonalna nie musiiść z nią w parze (i najczęściej nie idzie). Stwierdziłam, że jeśli będzie bardzo moco przeżywać nowe miejsce, nie udźwignie nowej sytuacji i nie poradzi sobie z nowym rytmem dnia – odpuścimy.

Ale…

Tutaj – tak jak zazwyczaj lubię – dałam sobie mentalnie w pysk. Dlaczego mam odpuścić? tak. Ja. Sama tego nie toleruje, nie rozumiem i uważam za mało odpowiedni sposób rozwiązywania problemów. Kiedy przedszkolaki zabierane są z placówki po tygodniu lub dwóch bo nie są gotowe. Nie mogłam namieszać dziecku w głowie. Nie mogłam być niepewna tego co robię. Tu nie chodziło o mnie tylko o moje dziecko. Jeśli zrobiłabym to dla własnego widzi mi się – „bo mam genJusza” w domu – popełniłabym największy błąd wychowawczy.

Szkoły nie są dostosowane a dzieci siedzą w twardych ławkach

Nie jest to prawdą. Szkoła nie jest w stu procentach dostosowana do potrzeb i możliwości dzieci pod względem bezpieczeństwa. Ale… Sale są wyposażone, stołeczki i stoliki dobrane do wzrostu dzieci. Jest przestrzeń dywanowa, kącik zabaw. Nauczycielka jest… w porządku.

Co na to dziecko?

I tutaj punkt zwrotny całego story. Większość otoczenia liczyła na płacz, krzyk, złość. Na focha na szkołę, system edukacji, na niechęć i wypisanie jej z tego bajzlu. Otóż nie. Zofia jest zadowolona. Lubi szkołę, kolegów i nauczycieli. Lubi malować, rysować i zajęcia dodatkowe na które zapisała się na własny wniosek. Chce non stop być na świetlicybylebym tylko nie przychodziła i nie chciała zabrać jej do domu. Stała się bardziej samodzielna choć jest nadal nieco roztrzepana. Ma prawo, jest nieco młodsza od reszty klasy. Czasem zdarzają się chwile buntu, kiedy trzeba się przygotować a jej się po prostu nie chce siedzieć ze mną w jednym miejscu.

Czy to była dobra decyzja?

Najlepsza jaką mogłam podjąć w tamtym czasie, z takim stanem wiedzy jaki miałam. Po obecnym roku szkolnym mamy się zgłosić na kolejne badanie do PPP. Wynik nie jest dla nas bardzo ważny. Jaka nie byłaby wiadomość zwrotna – będzie dobrze. Jestem dumna z nas obu. Z Zośki i jej odwagi – wybitnie.
Nie warto słuchać tłumu, nie warto ślepo wierzyć w puste frazesy.
Każde dziecko jest inne. Nie można generalizować i wsadzać wszystkich do jednej szufladki, bo możemy skrzywdzić dziecko. Posyłanie na siłę tak jak i nie posyłanie wbrew woli dziecka i opinii PPP nie jest dobrym rozwiązaniem.

Rodzic nie ma obowiązku decydować tak jak psycholog w poradni. Znamy swoje dzieci, znamy ich możliwości i wiemy co będzie dla nich najlepsze.

dlaczego zrobiłam to mojej córce milkii pl

img_6224

img_6231

img_6237

img_6239

You Might Also Like