Ja MYŚLI MAMY

Dlaczego śledzę Stonogę?

27 stycznia 2017

O tym mężczyźnie głośno było już dawno. Brylował w sferze polityki, biznesu a po kilku latach został skazany na odsiadkę. W więzieniu spędził 3,5 roku – postawiono mu także przeszło 100 zarzutów. Kiedy już zaczął stawać na nogi uruchomił fundację, która pomaga ludziom w potrzebie. Jednak Polacy są ludźmi nieufnymi, którym mało kto jest w stanie dogodzić i tym razem stwierdzili, że to wszystko fikcja i chęć zarobku. Mnie wcale nie interesują takie aspekty. Zaraz wyjaśnię Ci dlaczego.

Dlaczego śledzę Zbigniewa Stonogę

Wcale nie dlatego, że czekam na jego potknięcie by móc powiedzieć – mieli rację; chce się dorobić kosztem biednych, chorych lub uciemiężonych.
Na jego profilu pojawiają się setki historii. Ludzkich historii, których tematem przewodnim jest bieda, choroba, brak środków do życia lub podstawowych rzeczy, które pozwalają egzystować na najniższym poziomie gwarantującym zachowanie minimum godności. Minimum, bo jak wyobrazić sobie życie bez ciepłej wody, drewna na opał lub herbaty na stole?
Jak wyobrazić sobie święta przy ledwo tlącej się świecy, gdzie na stole zamiast 12 sutych potraw znajduje się czerstwy chleb i trochę margaryny?

To 21 wiek? Lepsza zmiana?

Ci ludzie niekoniecznie są niewydolni. Nie są elementem, nie są patologiczni. Każdemu z nas może podwinąć się noga. Każdy z nas chciałby mieć kogoś ‘mocnego’ kto pożyczy nam kilka złotych do ‘pierwszego’ lub da wsparcie i oparcie gdy będziemy słabi. Kogoś kto zaprosi nas na talerz ciepłej zupy kiedy nie będzie nas stać na kajzerkę z poprzedniego dnia. Co jeżeli nie mamy takiej osoby w swoim otoczeniu? Nie chcę zabrzmieć tendencyjnie i wrogo wobec instytucji funkcjonujących w naszym kraju, bo nie tylko one są problemem ale często są nim także ludzie, którzy nie proszą o pomoc a żądają … najlepiej pieniędzy. ‘Misie’, którym się należy (Należy Mi- sie).
Wracając do tematu…

Państwo często stwierdza, że mamy za dużo pieniędzy i nie trzeba nam pomagać, albo że się nie staramy, nie chce się nam itd. Co jeśli potrzebujemy tej pomocy na poważnie?
Nie poprosimy nikogo na ulicy ot tak o pomoc. Mało kto ma siłę, odwagę i mało kto potrafi schować dumę do kieszeni by poprosić o jedzenie, buty dla dziecka lub stówę na leki czy rachunek za prąd.
Poza tym… kto da Ci takie wsparcie lub pieniądze?

Mało kto. Na każdym kroku jesteśmy oszukiwani przez pseudochorych, biednych i nieudolnie szukających wsparcia. Dasz na zupę a za chwile spotkasz tego samego człowieka z leśnym dzbanem pod pachą i klubowym w ustach.
Nie ufamy i nie potrafimy wierzyć, że ci którzy proszą nie są oszustami.

Profil Stonogi

Życie tego człowieka nie było ani lekkie ani bajkowe. Jego perypetie polityczne to jedna sprawa a filantropia to druga. Rzecz, która według mnie jest godna uwagi to zebranie różnorodnej rzeszy fanów, ludzi którzy pochodzą z różnych środowisk, miast. Mają różne wykształcenie i bagaż życiowy. Jednak kiedy Stonoga dodaje informacje, że rodzina X zwróciła się do niego o pomoc…

W przeciągu godziny pojawia się 200 komentarzy. Wśród tych 200 osób znajdzie się czworo lub pięcioro ludzi, którzy w przeciągu maksymalnie 2 godzin dostarczą żywność i brakujące produkty. Zaspokajają braki – choćby chwilowe.
To pozwala mi wierzyć w ludzi. W to, że z natury są dobrzy. W to, że bez względu na status materialny, wykształcenie i pochodzenie potrafią pomagać słabszym, który nie potrafią zadbać o siebie. To wszystko pod wpisem jednego człowieka. Pod prośbą o pomoc finansową lub rzeczową.

Jak już kiedyś pisałam – Karma wraca.

Jedni go kochają inni nienawidzą. Nie ufają i nigdy nie zaufają. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja uważam, że to człowiek który dostał mocno po dupie od państwa. To co robi i czy robi to z korzyścią dla siebie – to rzecz drugorzędowa jeśli potrafi pokazać ludziom, że są mocni. Pokazać jak bardzo łatwo jest się zjednoczyć gdy ma się wspólny cel – pomoc.

You Might Also Like

  • Monika

    Życie pełne kontrowersji.