MYŚLI MAMY PARENTING Rodzina

Dlaczego moja córka zmieniła szkołę?

18 marca 2018

Kiedy zapisywałam Zośkę do szkoły miałam w głowie obraz podstawówki z mojego dzieciństwa. Pamiętam pierwszą klasę, wychowawczynię i herbatę pitą z plastikowych, brązowych kubków z zagiętym uszkiem.
Pamiętam dużą skrzynię na trzecim piętrze, na której nauczycielka nie pozwalała nam siadać, ale każdy z nas chciał choć raz dziennie podyndać nogami metr nad ziemią.
Pamiętałam dobre rzeczy, któe mnie spotkały w tamtej podstawówce. Liczyłam, że i moja córka będzie mieć takie wspomnienia. Więc dlaczego moja córka zmieniła szkołę?

Nie bądź sobą

Szkoła XXI wieku to jeden wielki obóz, w którym dzieci mają być grzeczne, ciche, jednakowe. Kreatywność jest zła. Inność jest zła. Dzieci, które nie są posłuszne są od razu temperowane. Pamiętam jak w pierwszym roku zerówki nauczycielka podczas rozmowy telefonicznej powiedziała
-bo ona rysuje szlaczki kredką a nie ołówkiem!

Serio? a kto jest od upominania? Od wytłumaczenia, że to narzędzie kreślarskie nie jet odpowiednie do wykonania tej pracy?
Ja? Ja jako matka, która oddaje jej dziecko pod opiekę? Ja, która jestem obecna po tej sytuacji a dziecko powinno się poinstruować przed wykonaniem zadania?

Nauczycielka, która informuje dziecko, że jego prace plastyczne są niedbałe i nie da ich na wystawkę?
Zrobiłam zdjęcia ich gazetek. Na żadnej z nich nie było pracy Zośki. Po mojej rozmowie z Panią prace z każdego tematu zostały uzupełnione o prace mojego dziecka. Tak powinno być?

Dziecko pięcioletnie. Klasa drugoroczna poza nią. Przy zapisie do szkoły zachwalano mi klasę i wychowawcę. Mówiono, że wszystkie dzieci to pierwszoroczniaki. Nie było to prawdą.

Po miesiącu Zośka miała głoskować a ja rwałam włosy z głowy. Dziecko, które nie znało liter, bo nie musiało ich znać. Bo podstawa programowa mówiła, że kończąc zerówkę powinna się interesować czytaniem, literami, pisaniem.

Po pierwszym zebraniu podeszłam zapytać o wskazówki co z nią ćwiczyć, usłyszałam że nic.
Po co? To pięciolatek i nic nie musi. Po kolejnym miesiącu okazało się, że jednak musi. Musi pisać w liniaturze. Nie literki a sylaby.

Upadek

Nie chciała mnie słuchać. Nie byłam wredną matką nauczycielką, która wpieprza się w pracę innej nauczycielki. Prosiłam. Pytałam. BYłam uprzejma co dla mnie nie jest normalne. Nie chciałam by odegrała się na Zośce.
To nic nie dało.
Umówiłam córkę na badanie w Poradni Psychologiczno Pedagogicznej. Stwierdziłam, że naiuczycielka zalecenia zewnętrzne będzie musiała realizować, nie oleje mnie jak zwykle.

W poradni Pani stwierdziła, że Zośka jest normalnym dzieckiem. Spostrzegawczym, otartym, ciekawym świata i fajnie sobie radzi. Jest co prawda energiczna, ale nie ma większych problemów. Problemem okazał się system oceniania brzydkimi słoneczkami, pisanie w liniaturze (akurat miała ze sobą zadanie na weekend).
Dziecka w jej wieku nie powinno się oceniać za 2 strony pisania w liniach. Powinno się je oceniać za zaangażowanie, za to, że podjęła wysiłek. Za to że dwie literki, pół linijki były podobne do prawidłowego znaku.

Otrzymałam opinię. Poszłam z nią do wychowawcy i…
usłyszałam coś co mnie zwaliło z nóg..
-dajemy to do sekreteriatu czy uznajemy, że tego nie było?
Poczułam okropne wkur… . Nie nazwę tego inaczej. Nie dziwię się, że mało kto szanuje nauczycieli skoro trafia na takich ludzi jak Pani z zerówki.

Byłam w innej szkole, szukałam wyjścia, ucieczki, ale Zośka nie chciała. Nie chciała o tym słyszeć bo Pani będzie bez niej przykro.

ROK DRUGI – Ostatni

Umiała już czytać, pisać i liczyć. Umiała dogadywać się z dziećmi, ale… nie chciała chodzić do szkoły.
Znowu źle wypełnię książkę, znowu będę musiała rysować obrazki za karę, nie mogę skakać przy stoliku w czasie wolnym. Nie mogę… nie mogę…

W zerówce? Przepraszam czy to czwarta klasa?
Tak-są zasady, ale dzieci mają się uczyć ok 30-45 minut. Reszta dnia to ZABAWA!

Wracam do domu. Zośka rozkleja się przy obiedzie.
-Pani kazała mi iść na konkurs recytatorski. A ja nie chcę bo tam będzie dużo dzieci.
-jak to kazała? Mówiłam Ci, że jeśli chcesz to Cię przygotuję a jak nie chcesz to nic na siłę.
-zaśmiałam się z Oli i Pani mi powiedziała, że musisz mnie nauczyć.

JA? MUSZĘ? MUSZĘ ZMUSIĆ MOJE DZIECKO DO CZEGOŚ CZEGO SIĘ BOI? Kto decyduje?

Wzięłam telefon i wykręciłam numer wychowawczyni.
-Dzwonię by zapytać o co chodzi. Nie byłam przy tej sytuacji więc chcę wiedzieć co się stało a znam tylko wersję Zośki.
-Masz ją wysłać na konkurs. Zaśmiała się z koleżanki i ma iść na konkurs.
-chwila, jakie MA IŚĆ? Boi się, rozmawiałam z nią już wcześniej i nie chce iść na konkurs. Ja jej nie zmuszę.
-Zaśmiała się i powinna ponieść karę.
-jak się zaśmiała? Pytałaś dlaczego?
-no nie.
-Śmiała się specjalnie, nerwowo czy bez powodu?
-….

-Ja z nią rozmawiałam i mówi, że się zaśmiała bo nie została wybrana. Nie chciała iść, ale może poczuła się pominięta? Tak czy inaczej nie pójdzie na konkurs skoro tego nie chce bo karanie konkursem nie jest w moim odczuciu karą. Mogę z nią porozmawiać, skoro dziewczynce było przykro-przeprosi ją. Na konkurs nie pójdzie.
-powinnaś ją nauczyć. Możemy zrobić tak, że ją nauczysz a ja jej nie poślę na konkurs.
-no chyba przesadzasz. Jak można nie wysłać dziecka na konkurs, które włożyło swój wysiłek pracę i co wtedy? Poczuje, że jest beznadziejne i do niczego? Nigdy w życiu.
-To Twoja decyzja.
– Tak. MOJA.

Konkurs odbył się oczywiście bez udziału Zośki. Druga sprawa to … jak można przechodzić na „TY” z rodzicami swoich uczniów? Kieruję się jedną zasadą – dopóki mam pod opieką dzieci to niezależnie od tego jak fajni i kontaktowi są ich rodzice – nie przechodzę z nimi na „TY”. W każdym wypadku są to klienci czy w państwowej czy niepublicznej placówce. To nie wyższość. Po prostu uważam, że inni ludzie mogą odczytać to w inny sposób, posądzić o spoufalanie itp.

Złotówka niezgody

-zapłaciłam złotówkę Pani.
-Zapomniałam Ci opłacić jakąś składkę?
-Nie, dłubałam w nosie i Pani kazała mi dać złotówkę.
-….
CO? A gdzie opieka? Gdzie uczenie dobrych zwyczajów? Nie powinna podać chusteczki? Wysłać do toalety by umyć ręce i wytłumaczyć? Bez przesady!

Napisałam notatkę. Nie życzę sobie pobierania od mojego dziecka środków za ‚wsadzanie palca do nosa’. Nauczyciel nie może pobrać od ucznia nawet 1 grosza!

Kolejnego dnia otrzymałam odpowiedź w zeszycie Zośki.
-sprostowanie- nie za wsadzanie palca do nosa a za dłubanie w nosie. Zosi została zwrócona złotówka.

Poszłam do dyrektora. Ponoć nie do tego co trzeba bo sprawa została w czterech ścianach, konsekwencje nie zostały wyciągnięte. Każdy kręcił głową z niedowierzaniem. Psycholog szkolny nie powiedział nic. Zaniemówił.
Podjęliśmy decyzję o zmianie szkoły. Natychmiast.

Nowa szkoła

Znajduje się w podobnej odległości. W tym samym mieście. Jest publiczna. Ma oddziały integracyjne. Wspaniałych nauczycieli i mądrego, rozsądnego dyrektora. Nauczyciele są kompetentni. Podnoszą swoje kwalifikacje, są kreatywni i ludzcy. Zośka uwielbia nowe Panie. Są opiekuńcze, ale stanowcze. Nagradzają za radzenie sobie z emocjami. Poza tym- SĄ. Rozmawiają. Dbają. Uczą. Przygotowują.

Po pierwszym zebraniu – drugie półrocze zerówki- powiedziały coś co spowodowało u mnie opad szczęki-
-dzieci zaczynają czytać. Pisać. Kropkujemy im literki i cyferki. – mnie w poprzednim miejscu poinformowano, że kropkowanie jest ZŁE! Nie wolno tego robić! Nie ma pisania 2 stron w liniach jako zadanie na weekend. Dzieci przyprowadza się pod klasę i odbiera z klasy.
Klasy młodsze są na parterze a nie na II piętrze jak w poprzedniej placówce.
Zośka lubi nową szkołę. Nie jest aniołem, ale ma dobrych pedagogów, którzy starają się zrozumieć dziecko by mu pomóc.
Po tygodniu w nowej szkole z wielkim zdziwieniem powiedziała:
-mamo, my się tam tyle bawimy, że jestem w szoku! I codziennie mamy spacer!

Żałuję, że nie zmieniliśmy szkoły rok wcześniej.
To był błąd.
Obecna szkoła również funkcjonuje w XXI wieku. Nie jes obozem. Bo kadra jest w pełni kompetentna.
Polecę tę szkołę każdemu rodzicowi. Każdemu dziecku z problemem, z orzeczeniem i bez problemów. Polecę ją bo jest dobra. Jest miejscem gdzie dziecko może być sobą.

You Might Also Like