Dzieci Ja MYŚLI MAMY

Bądź blisko

29 listopada 2016

Chcesz czy musisz?

Kiedy rodzi się dziecko każdy oczekuje od jego matki , że będzie je bezwarunkowo kochać. Rozpływać się nad jego słodyczą, urodą, zapachem i podobieństwem do członków rodziny. Życie zazwyczaj robi nam na przekór.

Mitycznej miłości -która spływa zaraz po porodzie – doświadcza wiele kobiet. Niestety nie wszystkie. Sporo matek stwierdza, że ich dziecko wcale nie jest piękne, wcale nie jest pachnące a podobne jest zupełnie do nikogo. Nie pałają zbytnią miłością ani do dziecka ani do świata a ich codzienność jest bardzo mechanicza.

Jak można nazwać okazem piękności dziecko, które jest całe opuchnięte, niejednokrotnie sine, obolałe a przy tym wystraszone? Co jeśli więź matki i dziecka mimo zachowania procedur bliskości, nie pojawi się na wstępie? Co jeśli wcale się nie pojawi?
Bliskopad dał mi do myślenia. Otworzył pewną szufladkę w mojej głowie i … pamięci. 5 lat temu słysząc bzdety o cudownej więzi, słodyczy macierzyństwa i wielu innych pierdołach poczęstowałabym osobę darzącą mnie taką informacją – środkowym palcem lub soczystym słowem na ‘es’.

Więzi nie było.

Nie przeżyłam traumy, nie odrzuciłam dziecka, ale ono mnie nie potrzebowało. Tak sobie wtedy myślałam. Bo po co mu matka, od której nie chce jeść? Matka, która wywołuje u dziecka napady płaczu, złości.

Dzisiaj dostałabym bilecik do kolejki w psychiatryku lub zostałabym objęta przymusową terapią obejmującą wychodzenie z bejbi blusa. Nikt nie mówił o tym, że dziecko może bardziej zaakceptować ojca lub kogoś z rodziny. Wszędzie trąbią o zbawiennym wpływie matki, jej mleka i ramion. Wszędzie z billboardów uśmiechają się do nas rozmarzone matki trzymające w swoich ramionach śpiące dzieci, wtulone i spokojne.

Moje dziecko czując mnie i moją skórę, mój dotyk wyło jak diabeł polany święconą wodą. Nie tolerowała mnie, a może tylko tak mi się wydawało.
Mąż chcąc mnie odciążyć robił coś najgorszego – brał ją na ręce i uspokajał. Dla mnie było to jak strzał z bliskiej odległości w potylicę. Nasza wzajemna niechęć trwała dość długo. Na dobre skończyła się kiedy musiałyśmy zostać same.

Bez pomocy, usypiania, możliwości podziału naszych emocji. Byłyśmy my dwie. Tylko my. Skazane na siebie. Przetrwałyśmy. Płakałyśmy razem, śmiałyśmy się razem i jak wariatki, które różniło wówczas 21 lat – tuliłyśmy się do siebie po każdym ataku płaczu. Dziecko nie jest niczemu winne.
Wyczuwa mój strach, złość i frustrację.
Jest empatyczne, oddane i czułe.
Jedyne czego potrzebuje to spokojnego i szczęśliwego rodzica.

Drugi raz przeszłam przez to samo w ubiegłym roku. Z tym, że te psychiczne zawirowania miały miejsce przed narodzinami Iwura. Tym razem było spokojniej, wiedziałam czego się spodziewać, co może się wydarzyć i to, że mam sobie dać więcej czasu i wyrozumiałości.
12654637_1100109793363045_7651966763337544039_n

Dałam sobie czas.

Gdzieś w okolicach mikołajek znalazłam wspólny prezent dla mnie i małego. Kupiliśmy naszą pierwszą chustę. Od tego momentu nie chciałam go nawet na chwilę oddawać, zdejmować i odklejać tego małego ciałka ode mnie. Żałuję, że przy córce nie wpadłam na taki pomysł radzenia sobie z naszym problemem. Małego chustowaliśmy od 2 miesiąca życia, początkowo nieporadnie. Następnie z doradcą, dużo ćwiczeń i nerwów, ale … daliśmy radę. Do dzisiaj kiedy wyjmuję chustę lub nosidło mały podskakuje na pupie i wyciąga rączki. Dla mnie to ulga ale i ogromna radocha. Nikt kto nie spróbuje nie dowie się jak wspaniałe uczucia wyzwala w człowieku ten kawałek szmaty.
O Bliskopadzie dowiedziałam się pierwszy raz w ubiegłym roku właśnie na forum chustowym. Stąd mój sentyment do akcji, do chust i do miesiąca.

20151208_124134
Moje dzieci wychowywane są zupełnie inaczej niż ja. Różni się także sposób wychowywania starszego i młodszego dziecka. Nie ze względu na większą lub mniejszą miłość. Nie można kochać nikogo tak samo, ale przejścia z jednym i drugim dzieckiem pokazały mi, że nawet najgorszy początek może być zaczątkiem czegoś wyjątkowego. Trudna relacja nie przekreśla niczego co ma wydarzyć się później.
Nam pomogła chusta – hahaha- tak, na pewno. To tylko środek do przemiany swojego myślenia. Czasami ciężko nam mówić o emocjach. Ciężko bo to wstydliwe, osobiste, intymne.
Owijając się w kilka warstw jesteśmy skórą do skóry złączeni na dłuższy czas, usprawiedliwiamy się tym, że nie bolą nas ręce od noszenia, kręgosłup nie siada… a w rzeczywistości możemy bezkarnie przytulać się do oporu (lub dopóki kupa nas nie zaszczyci swoją obecnością).

Co zatem z Zosią?

Nie jestem ssakiem naczelnym względem córki. Nie jestem nikim kto nią rządzi ani dyryguje. Jestem z nią. Idę obok – nie przed nią by łapać ją nim upadnie, nie za nią by ratować przed złym krokiem. Idę obok by podać jej rękę, utulić gdy jest źle lub podpowiedzieć co mogłaby zrobić. Rządzenie jest bez sensu, rozmowa i tłumaczenie bez ukrywania prawdziwych intencji jest środkiem do osiągnięcia sukcesu. Dzięki temu ja przestałam podejrzewać ją o chęć zniszczenia mnie jako człowieka a ona zaczęła pytać, szukać odpowiedzi, rozumieć…

Bliskopad…

Dał bodziec do przemyśleń, do radości i kilku łez. (dżizas jak ckliwie …)
Ale… przede wszystkim pokazał mi jaką mam fajną rodzinę, świetne dzieciaki, które czasami żyją szybciej niż ja, mają dużo więcej siły i chęci niż ja, ale ponoć każdy kolejny wypust jest lepszy od prototypu 😀
Dziękuję Kindze za wspaniałą akcję, za radości, za wpisy, uczestnikom za zdjęcia cieszące oczy i wyobraźnię.

Życzę każdemu z osobna by Bliskostwór zamieszkał w waszym domu, na waszym ramieniu i każdego dnia powtarzał cichutko – dotknij, przytul, bądź blisko.

20160907_165706 20160821_135422 1471813479693 1470851529149 20151113_16363720160417_140300
1466066651928 1457697191310 1457695369142 1457546677792

You Might Also Like

  • Piękny wpis, ten fragment o początkach z Zośką…nie znam tego,ale obecnie mam bardzo trudny moment z Zuzą. Jest tak absorbująca, że czasem wydaje mi się, że zaniedbuję Mańkę… Nadal szukam dobrego rozwiązania dla mnie i dziewczynek – bo póki co jestem dosłownie uwiązana, a chustę bardzo lubię.

    • znalezienie złotego środka nie jest takie proste. Ja próbowałam i kombinowałam, ale … nie da się 😀 nie raz i nie dwa iwur wyrwał mi klawisze z laptopa a Zośka skasowała cały wpis na ponad 800 słów 😀