Dzieci MYŚLI MAMY PARENTING

Miłki trzy – cztery!

23 września 2015

mm

Minęło kilka męczących wiosen i zim, minęła obrona pracy licencjackiej, minęły 3 urodziny Zosi, prawo jazdy i kursy kwalifikacyjne. Psychika zaczęła dopominać się o zaspokojenie ‘tej’ pustki. To samo natrętne uczucie, które poczułam rozpoczynając 2-rok studiów.

To okropne ‘ciśnienie’, które powoduje, że zasypiasz z tą myślą, budzisz się z nią i śnisz o niej. Na ulicach widujesz tylko osoby, które są ucieleśnieniem Twojego marzenia. Nagle wszyscy znajomi realizują Twoje marzenie a Ty? A Ty ciągle się nakręcasz. Marzysz i cierpisz. Cierpisz przez samodzielne dolewanie ‘oliwy do ognia’. Według wszystkich mądrych książek i lekarzy najgorsza jest samodzielna blokada. Jak jednak się nie blokować gdy z miesiąca na miesiąc liczysz tygodnie i dni. Skreślasz kolejne miesiące jako ‘te złe’ bo się najzwyczajniej nie udało. Tak czekaliśmy, niby ‘na luzie’ choć jednak z narastającą frustracją. Czekaliśmy na Ciebie równe 13 miesięcy, w trakcie których stałam się głównym sponsorem okolicznych aptek kupując test za testem.

Zazwyczaj w tym miejscu powinna pojawić się ckliwa historia o pięknym poinformowaniu męża o zaistniałej sytuacji, do której jakby nie było się przyczynił. Natomiast u nas standardowo jak to we wszystkich wzniosłych chwilach w domu Miłków emocje spały pod łóżkiem, na łóżku my. Kiedy wróciłam o 5 rano na swoje miejsce i poinformowałam współśpiącego, że do 7 dosypiamy już w czwórkę (przecież w nogach spała jeszcze mała i kudłata kulka) usłyszałam :’fajnie’. Tak więc hurra! Fajnie! Fajnie?! RlY? Tyle czasu i …. Fajnie?

Fajnie zrobiło się kiedy kolejny raz spotkałam się z Panią H., która ze zmartwioną miną zapytała :”co Pani dolega? Jak to możliwe, że tyle czasu Pani nie ma… (tu nastąpiło połączenie faktów) CIĄŻA! Jesteśmy w ciąży!:)

Hmm… my? Jak to my? My Miłki jesteśmy!

Po raz kolejny powiem, że nie było jak u wszystkich. Nie miałam obaw jak pokocham drugie, nie miałam obaw jak to będzie. Nie przejmowałam się niczym. Może tylko poza tym by nie zwymiotować w pracy, by nie nosić za dużo, ale jak nie nosić kiedy stado spragnionych czułości dzieci prosi by wziąć je na kolana, przytulić lub się z nimi pobawić? Sprawa jednak stała się prosta. Kiedy małe macki oblepiały moje nogi a ja z prędkością światła obcierałam kapiące łzy i dmuchałam zasmarkane nosy – moja głowa nie miała czasu na myślenie o tym, że mnie mdli.

 

I najcięższe 9 tygodni, podczas których nie chciałam mówić nawet słowa nikomu. Bo po co? A co jeśli coś się wydarzy. Poczekam. Choć odsuwałam czarne myśli na bok to z tyłu głowy siedział mały diabeł który mikroskopijnymi widełkami dźgał mnie w potylicę i szeptał brzydkie rzeczy. Tak rosłam i rosłam. Ha! Pewnie. Bo niby, że druga ciąża ma być taka sama jak pierwsza? A nie za dużo wymagasz od życia?

Wszystko jest na opak. Nic nie jest podobne, nic nie jest takie jakim chciałabym czuć i widzieć. Zamiast jedzenia dającego siłę było … kiwi i truskawki. Wiedziałam od początku, że już marzenia o drugiej córce mogę sobie schować głęboko do kieszeni. Mimo braku potwierdzenia miałam dylemat wielkości globu. Jak damy na imię kolejnemu potomkowi?

 

Panna Zofia zauroczona bajką chciała na siłę przeforsować Olafa. Niestety moje sumienie nie pozwoliło mi na to. Jak powiedzieć mu później :”Siostra wybrała Ci imię po …bałwanie! Nie martw się! On był całkiem fajny!”

Zaczęło się myślenie. Jak wybrać imię dla dziecka, o którym nic nie wiesz. To trochę jak kupować pokrowce na siedzenia nie znając modelu samochodu. Nie wiem jaki będzie, nie wiem jaki będzie mieć temperament  i mam go skazać na imię, które nie będzie do niego pasować? Szukałam czegoś co spodobałoby się nam obojgu. Imię, którego nie nosi połowa chłopców z przedszkola lub osiedla. Imię, które można zdrobnić i które będzie pasować dorosłemu.

Był Igor, Aleksy, Dawid, Borys i Iwo. Przedstawiłam tatusiowi moje propozycje w obawie o to, że sam wymyśli imię z kosmosu. (Zośka kiedyś mi podziękuje, że nie ma na imię ‘Dajana’)

Nie powiedziałam ani słówka o tym, które imię najbardziej przypadło mi do gustu. Przeczytał je na głos a moje serce zaczęło bić jak po przeżyciu maratonu a nawet dwóch. Ciśnienie i taka dziecięca ciekawość, które się mu spodoba.

Iwo. Zrozumiałam dlaczego jesteśmy razem. Uzasadnienia dlaczego nie pozostałe były takie jak i moje. A co jeśli jednak będzie dziewczynka? Nie, nie będzie. Ja to wiem. I koniec.

001

Moje przekonania potwierdziły się w moje urodziny. Nie powiem, że byłam zadowolona z tego powodu.  Mam nadzieję, że dziecko mi to wybaczy. Każdy powie, że ważne by było zdrowe, donoszone… tak.  Zgadzam się w 100%, ale zawsze pozostaje taki margines pozostawiony na nasze widzi mi się.

I Zośka, która wyskoczyła z hasłem :’Mamoooo, nooo…. no przecież go nie wyrzucimy! Może być!’ uderzyła  w samo sedno.

Przyzwyczaiłam się. Zrozumiałam. Mimo, że  chwilowy szok spowodował odchylenie od rzeczywistości i  moje myśli nie były zbyt racjonalne to nie wstyd mi.

Jest. Nie jest chory, nie jest zagrożony, jest nasz.  Musiałam to przeżyć żeby zrozumieć co jest ważne. W końcu dojrzewamy do pewnych spraw całe życie,  prawda?  A już niebawem wielkim wrzaskiem powitamy świat. To będzie zapewnie wspólny wrzask. Zarówno mój, jak i jego 🙂

 

aaaaaaaaamoohg

You Might Also Like

  • Iwo to piękne imię 🙂

  • Gabi

    Milku mój Ty kochany 🙂 🙂 pięknie opisane szczerze bez cukru (moja dusza) BUZIAKI